niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział II

*Veronica*

Zajęłyśmy miejsca z Caroline i oczekiwałyśmy wejścia piłkarzy na murawę. W międzyczasie dużo rozmawiałyśmy. Dowiedziałam się, że jej rodzice zginęli w wypadku i musiała sprzedać dom, by pokryć ich długi. Została bez dachu nad głową. Zrobiło mi się jej żal. Postanowiłam, że pozwolę jej ze mną zamieszkać do czasu, kiedy nie znajdzie sobie czegoś nowego. Zresztą polubiłam ją. Wreszcie wyszli piłkarze obu drużyn. Kojarzyłam tylko jednego z nich. Ronaldo, czy jak mu tam. Przyjrzałam się całej jedenastce w bordowo- granatowych koszulkach. Na widok niektórych zapierało dech w piersiach, ale ja, jak to ja miłości nie szukałam. Mecz się rozpoczął. Mój wzrok powędrował na gracza z numerem 18 na koszulce. To ten sam, który dał mi bilety. Rozglądał się po trybunach. Gdy spojrzał w naszą stronę szeroko się uśmiechnął. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Nie trwało to długo, musiał powrócić do gry. W końcu wpadła pierwsza bramka, niestety dla drużyny przeciwnej. Takim rezultatem zakończyła się pierwsza połowa. Widziałam jego smutny wzrok. Rozejrzałam się po stadionie. Tutejsi kibice wciąż wierzyli w sukces gospodarzy. Gdy wyszli ponownie na boisko, gra całkowicie się zmieniła. Już 56 minucie wyrównał piłkarz z numerem 11 na plecach. Neymar Jr. Hmmm.. Nawet przystojny- pomyślałam

-Kto to jest?- zapytałam Caroline próbując przekrzyczeć wiwatujący tłum
-Neymar, jeden z najlepszych piłkarzy świata

Pokiwałam tylko głową. Zauważyłam, że o kogo bym nie spytała, dla niej piłkarz Barcelony będzie najlepszy. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Dalej oglądałyśmy w milczeniu. Chociaż milczenie to pojęcie względne. Caroline kibicowała całym sercem. Na zegarze pojawiła się 89 minuta. Kibice tutejszej drużyny nadal wierzyli na zwycięstwo. Ja, mimo że od 15 minut grałam w Angry Birds na telefonie stwierdziłam ,że w minutę nie może się nic zmienić. Pomyliłam się. Piłka trafiła pod nogi Jordiego. Ten nie zastanawiając się długo przebiegł przez całe boisko i oddał strzał na bramkę. Trafił. Strzelił gola. Skakałam razem z wszystkimi kibicami Barcelony, cieszyłam się razem z nimi, chociaż nie wiem czemu. Caroline spojrzała na mnie z zaintrygowaniem

-Cieszysz się niczym prawdziwa Cule. Jestem z ciebie dumna- powiedziała
-Przepraszam, kto?- zapytałam zdezorientowana. Ona tylko zaśmiała się serdecznie i wskazała ręką na kibiców. Zrozumiałam. Wszyscy kibice są jedną wielką rodziną. Cules.- Skąd się wzięła ta nazwa? Trochę dziwna...
-Długa historia, kiedyś ci ją opowiem. A teraz patrzmy dalej, bo sędzia doliczył dodatkowe 3 minuty

Wynik się jednak nie zmienił. Caroline ruszyła w stronę wyjścia, ja jednak pozostałam na miejscu. Podeszłam do niej, wręczyłam klucze i powiedziałam, że niebawem wrócę. Nie pytała czemu. Oddaliła się, a ja siedziałam dalej. Mijały kolejne minuty. Stadion opustoszał. Panowała dziwna cisza. Rozkoszowałam się nią. Nawet nie wiem kiedy obok mnie zjawił się Jordi. Chwilę patrzyliśmy sobie w oczy nic nie mówiąc.

-Nie sądziłem, że poczekasz- przerwał ciszę spuszczając wzrok
-Mam sobie iść?- zapytałam zdezorientowana
-Nie- uśmiechnął się delikatnie- Cieszę się, że jesteś. To na co masz ochotę? Kawa? Kolacja?
-Właściwie to mam niewiele czasu- odpowiedziałam, a Jordi posmutniał. Spojrzałam na telefon. Wskazywał godzinę 20.30- Caroline będzie się martwić...
-Caroline to ta druga?-okiwałam głową- Właśnie, nie przedstawiłem się. Jordi jestem.
-Veronica- uśmiechnęłam się
-Miło mi- uścisnął mnie. Zesztywniałam, by po chwili odwzajemnić uścisk
-Wiesz co? Może jednak skuszę się na tą kolację. Jestem ci coś winna za te bilety. Pozwoliłeś mi spełnić jej marzenia
-Nie ma za co. Co jak co, ale Barcelona ma najlepsze fanki na świecie- zaśmiał się
-Nie wiem. Osobiście znam tylko Caro. Sama do dnia dzisiejszego nie wiedziałam nawet, że istnieje taki klub- dobra, z tym przesadziłam, bo nie raz chłopaki często rozmawiali o piłce nożnej, jednak ja w tym czasie się wyłączałam
-Naprawdę?- zadziwił się- To w takim razie musisz wszystko nadrobić! Zmiana planów. Oprowadzę cię po tym Świętym Miejscu. Camp Nou- wyszczerzył się i ruszyliśmy zwiedzać stadion.

Po godzinie zwiedzania usiedliśmy na murawie. Było wspaniale. Dobrze czułam się w towarzystwie Jordiego. To wspaniały mężczyzna, zabawny, nieco nieśmiały i do tego uroczy. Poczułam wibrację telefonu. Gregor. Odrzuciłam połączenie, niech się trochę pomartwi. Jednak jego połączenie przypomniało mi o Caroline.

-Jordi dziękuję ci za wszystko. Począwszy od  biletów, skończywszy na wspaniałym wieczorze. Jednak muszę się się zbierać
-Nie ma za co- uśmiechnął się szeroko- mogę cię jeszcze odprowadzić? Już dosyć ciemno, może być dosyć niebezpiecznie- zaoferował
-Czemu nie- uśmiechnęłam się delikatnie

Ruszyliśmy w kierunku mojego nowego domu. Śmialiśmy się cały czas, żartowaliśmy. Czułam się bardzo swobodnie. Nawet nie wiem kiedy dotarliśmy na miejsce.

-To tutaj- powiedziałam- Jeszcze raz za wszystko dziękuję
-A ja po raz kolejny mówię, że nie ma za co- po raz setny się uśmiechnął
-Jest, jest- powiedziałam pod nosem- Będę szła. Jordi?
-Tak?
-Widzimy się jutro?- zapytałam zanim zdążyłam ugryźć się w język
-Z przyjemnością. Masz mój numer- podał karteczkę, podobną do tej, którą wręczył mi przed meczem- Napisz jak będziesz miała chwilę, ja zawsze znajdę czas

Schowałam numer do torebki. I co teraz?- pytałam się w myślach. Podeszłam do niego, cmoknęłam w policzek i zniknęłam za drzwiami zanim zdążył zareagować.

______________
Ten rozdział miał być dłuższy, ale podzieliłam go na dwie części :)
Nie podoba mi się ten rozdział, taki nudnawy ;-;
W ramach przeprosin za rozdział łapcie Morgiego na Camp Nou <3
Do następnego ;**



CZYTASZ+KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ=SZYBCIEJ DODAJĘ ROZDZIAŁY

14 komentarzy:

  1. ODRZUCAJĄC TO POŁĄCZENIE ZRANIŁAŚ UCZUCIA BIEDNEGO GREGORKA. BYŚ SIĘ WSTYDZIŁA ;----;
    NIE, NIE ZŁAMIĘ ZAKAZU I NIE WBIJĘ POCZYTAĆ TĄ DRUGĄ CZĘŚĆ. STARAM SIĘ WYWIĄZYWAĆ Z PRZYRZECZEŃ XDDDDDDDDD
    I CHYBA PIERWSZA KOMENTUJE *TA WEWNĘTRZNA DUMA*
    KOCHAM <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny i nie nudnawy rozdział ! :)
    Czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział! :D
    Veronica i Jordi? Czemu nie! <333 No, ale co z Gregorkiem!? :-)
    Czekam na następny, a! I ten rozdział wcale nie jest nudnawy. Wręcz przeciwnie-świetnie mi się go czytało :]

    Pzdr :3 + zapraszam do mnie;
    http://moje-marzenie-na-emirates-stadium.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie ma to jak grać w Angry Birds na Camp Nou, na meczu Barcy, haha :D
    No i coś czuję, że dużo się będzie dziać w następnym rozdziale :)
    Co do tej części to nie jest ona wcale nudna, a mnie bardzo zaciekawiła, czekam na nexta i pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Suuper <3 Czekam już na następny :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny rozdział <3
    Veronica i Jordi? :o A co z Gregorem? ;c
    Czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  7. hahah rozwaliłaś mnie tym Angry Birds. <3
    Wielce ciekawi mnie to czy Veronica będzie z Gregorem. Kibicuje mi żeby byli razem :)
    Czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jejku cudowne *.*
    Będę to pewnie powtarzać co rozdział, ale - gxdbhvdhys Jordi <3 poza tym, o jaa.. Byłam na CN, dzięki :D
    czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakie to piękne ;'(
    Ten Jordi taki szarmancki i wgl :D
    A to Andry Birds powaliło mnie na kolana <3 <3 <3 Czekam na następny kicia <3 Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana, żaden nudny! <3
    To jest przepiękne <3
    Kocham, bardzo kocham to opowiadanie ;)
    Nie mogę się doczekać już kolejnego cuda <3
    Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudny! Czekam na kolejny słonko :* /mia której nie chce się logować :)

    OdpowiedzUsuń
  12. aaaaa <3 świetny!!
    i ten Jordi taki asdfghjkl :))
    tylko co będzie ze Schlieriem?

    OdpowiedzUsuń
  13. Greegor ;c Cudowny rozdział ;)
    czekam niecierpliwie <3

    OdpowiedzUsuń