czwartek, 23 stycznia 2014

Rozdział IV

*Włącz przed przeczytaniem*

*Gregor*

Byłem sam w domu. Słuchając radia trzymałem jedną ze sportowych gazet. Na okładce zdjęcie Very całującej tego pożal się boże piłkarzyka. Jeszcze ten nagłówek: "Nowa dziewczyna piłkarza Barcelony" Brrr...Cisnąłem magazynem o ziemię i ukryłem twarz w dłoniach. Poczułem wściekłość, na niego, na nią, a przede wszystkim na siebie. Bo zorientowałem się, że Morgi miał rację. Od dawna czułem coś do Veroniki, coś więcej niż przyjaźń. Zrozumiałem to jednak za późno. Tekst lecący z radia idealnie to opisywał:



Well you only need the light when it's burning low
Only miss the sun when it starts to snow
Only know you love her when you let her go
Only know you've been high when you're feeling low
Only hate the road when you're missing home
Only know you love her when you let her go
And you let her go *



Nie miałem nawet komu się zwierzyć. Andreas i tak się przejmuje, bo 'jak to jego malutka siostrzyczka ma chłopaka', a Morgi? Nie odzywa się do mnie, bo tym jak wypomniałem mu rozstanie z Kristiną, chyba się na mnie obraził. Postanowiłem przedzwonić do Wolfganga. Przynajmniej on jeden nie biadolił i marudził, tylko zjawił się u mnie w domu.

-No to mów stary co ci leży na sercu- powiedział
-Tylko nie stary! Nie zapominaj, że jestem młodszy!- oponowałem, a on przewrócił oczami jakby chciał powiedzieć, że to nie ma znaczenia
-Mówisz, czy mam sobie iść?
-Mówię, mówię. A raczej pokazuję- podniosłem ziemi gazetę i podałem Loitzlowi. Ten zamiast mnie pocieszyć wybuchnął donośnym śmiechem- Przywalić ci?- zapytałem rozzłoszczony-  Ja tu mam poważny problem, a ty się śmiejesz
-Ty chyba nie uwierzyłeś w te bzdury?- popatrzył na mnie, a byłem zdezorientowany. Widząc moją minę roześmiał się jeszcze głośniej- Przecież te szmatławce wymyślą wszystko, byleby sprzedać jak największy nakład. Oj Gregor, Gregor- pokręcił głową z rezygnacją
-A co ze zdjęciem? Fotomontaż?
-Możliwe- wzruszył ramionami Wolfi
-nie jestem co do tego przekonany
-Oj Schlieri, rozumiem, że to twoja przyjaciółka, ale naprawdę przesadzasz. Nawet jeśli to prawda, to co to zmienia? Chyba najważniejsze, by była szczęśliwa
-Ty nie rozumiesz. Nikt nie rozumie- zawołałem rozżalony
-Chyba wiem o co chodzi. Kochasz ją?

Popatrzyłem na niego zdziwiony. Skąd on wie?- przez moją głowę przebiegło tysiące myśli- Czyżby wszyscy wiedzieli? Czyli ja zawszę muszę o wszystkim dowiadywać się ostatni. Nawet o własnych uczuciach- pomyślałem z goryczą

-Kochasz, czy nie?
-Chyba, nie wiem. Chyba tak- spuściłem wzrok
-To co ty tu jeszcze robisz?- wrzasnął Loitzl tak głośno, że aż podskoczyłem
-Jak to co? Mieszkam, żyję, oddycham- zacząłem wymieniać, a Wolfgang popatrzył na mnie jak na idiotę
-To może inaczej: Czemu ty jeszcze za nią nie pojechałeś?!
-A powinienem? Sam mówiłeś, że powinna być szczęśliwa
-Ja tak mówiłem?- zdziwił się
-Z kim ja się zadaję?- westchnąłem tak cicho, by nie mógł mnie usłyszeć- To co mam zrobić?
-Pakuj się i lecimy do Hiszpanii!
-Nie będzie zadowolona, ledwo wyjechała, a my...
-Chcesz ją odzyskać czy nie?

Nad odpowiedzią zacząłem się zastanawiać. Odkąd odkryłem co czuję do Very niczego bardziej nie pragnąłem jak tego, by mieć ją przy sobie. Z drugiej jednak strony byłem świadomy tego, że ona nie czuje tego samego co ja. A moje wyznanie mogło dożywotnio przekreślić naszą długoletnią przyjaźń. A tego nie chcę.

-Nie. To znaczy tak. Chcę ją odzyskać, ale nie mogę. Po prostu nie mogę.- odpowiedziałem

Wolfgang nie dopytywał o szczegóły . Posiedzieliśmy, pożartowaliśmy. Ja jednak cały czas czułem się zagubiony. Nie wiedziałem co zrobić. Postanowiłem odczekać. Może niedługo sama wróci...

_____________
Tam dam dam :D
Wiem, że krótki, ale nie chciałam ciągnąć go na siłę. W sumie to mi się nie podoba, ale szczegół...
To rozdzialik dla mojej motywatorki, bo tylko dzięki niej rozdział pojawił się dzisiaj :D (pamiętaj, numer jest mój ;)) Dziękujcie (lub składajcie zażalenia) Karolinie :D

Zapraszam na mojego drugiego bloga (tam też niedługo powinien pojawić się rozdział :))

http://milosc-pod-nartami.blogspot.com/


*tłumaczenie fragmentu:

Cóż, potrzebujesz światła tylko wtedy kiedy robi się ciemno
Tęsknisz za słońcem tylko wtedy kiedy zaczyna padać śnieg
Pojmujesz, że ją kochasz, kiedy pozwolisz jej odejść
Zauważasz, że byłeś szczęśliwy tylko wtedy, gdy ogarnia cię smutek,
Nienawidzisz drogi tylko wtedy, kiedy tęsknisz za domem
Pojmujesz, że ją kochasz, kiedy pozwolisz jej odejść
I pozwalasz jej odejść.




CZYTASZ+ KOMENTUJESZ= MOTYWUJESZ= SZYBCIEJ DODAJĘ ROZDZIAŁ


piątek, 10 stycznia 2014

Rozdział III

*Veronica*

Przekroczyłam szybko próg, oparłam się o drzwi i próbowałam uspokoić motylki w moim brzuchu. Uśmiechałam się na samą myśl o Jordim. Ruszyłam rozpromieniona do pokoju, rozłożyłam dwa materace- jeden dla siebie, drugi dla Caroline. Meble miały zostać przywiezione następnego ranka. Już miałam iść spać, kiedy przypomniałam sobie o numerze do piłkarza. Wystukałam szybkie  Dobranoc ;* V. i odpłynęłam w krainę Morfeusza.

***

Obudziłam się bardzo wcześnie. Zobaczyłam jednak powiadomienie, że otrzymałam nową wiadomość. Jordi. Uśmiechnęłam się pod nosem i odczytałam wiadomość:

Mam nadzieję, że spotkanie nadal aktualne? Pasuje Ci 11?

Odpisałam twierdzącą wiadomość i ruszyłam się nieco ogarnąć. Przynajmniej łazienka wykończona- mruknęłam sama do siebie. Zaraz potem zorientowałam się jak głupi błąd popełniłam wysyłając tego SMS. Zaczęłam przeklinać pod nosem

-Wszystko w porządku?- zapytała zaspana Caro
-Taa
-Widzę, że nie. O co chodzi?
-Umówiłam się z Jordim- przygryzłam wargę, a Caroline zaczęła piszczeć
-Gratuluję- przytuliła mnie- Będziecie do siebie pasować-zaczęła kręcić się w kółko. Zatrzymała się na moment i spojrzała w moją stronę- Mogę być druhną, prawda?- zapytała z powagą, lecz po chwili obydwie wybuchnęłyśmy śmiechem
-Oczywiście, o ile nie wścieknie się, że muszę odwołać spotkanie
-CO?! Nie możesz tego zrobić
-Muszę, dzisiaj mają przyjechać wykańczać, a ktoś przy tym musi być
-A ja to co? Pies?
-Nie będę przecież cię wykorzystywać
-Jakie wykorzystywać! Jestem ci coś winna. Poza tym, będę miała wyrzuty sumienia, jeśli nie spotkasz się z Albą. W zamian możesz mi załatwić jego autograf- uśmiechnęła się od ucha do ucha
-Masz to jak w banku- przytuliłam ją i ruszyłyśmy szykować mnie na randkę

***

Po dwóch godzinach byłam już gotowa. Kilka minut przed wyznaczoną godziną byłam już w uroczej kawiarni. Kilka minut później pojawił się również Jordi. Ucieszył się jak mnie zobaczył, jednak po oczach widziałam, że coś go dręczy. Długo rozmawialiśmy, żartowaliśmy, cieszyliśmy się swoim towarzystwem, jednak nie wytrzymałam:

-Jordi, co cię trapi?
-Nic- próbował się wymigać
-Widzę, że coś jest na rzeczy. Powiedz
-Jesteś siostrą Koflera!
-Tak- powiedziałam to zwyczajnym tonem, co go zdziwiło
-Dlaczego wczoraj nic nie mówiłaś?
-Bo nie pytałeś- wzruszyłam ramionami. Piłkarz wyraźnie się rozpromienił, ja również się uśmiechnęłam, ale później coś mnie zaniepokoiło- Skąd wiedziałeś, że jestem siostrą Andreasa, skoro ci tego nie mówiłam?
-No ten... jakby ci to powiedzieć...- zastanawiał się
-Jak najprościej-odparłam nieco zniecierpliwiona. On nic  nie odpowiedział, wyjął tylko gazetę. Na pierwszej stronie widniał wielki nagłówek: "Jordi Alba ma dziewczynę! Jego wybranką jest Veronica Kofler!" Zaczęłam zagłębiać się w tekst. Było tam trochę o Jordim i jego byłej dziewczynie, kilka informacji o mnie i o moim bracie. Oczywiście artykuł był opatrzony w odpowiednią fotografię, czyli to jak całuję piłkarza w policzek na pożegnanie. Zrobiło mi się słabo.

-Veronica, wszystko w porządku?- zapytał zaniepokojony Jordi
-Tak, chyba tak
-Lepiej jednak, gdybyśmy znaleźli się na świeżym powietrzu- stwierdził. Zapłacił za kawę, mimo moich protestów, że mogę sama za siebie płacić i wyszliśmy. Bałam się chodzić po Barcelonie. Czułam na sobie wścibski wzrok przechodniów, a także drepczących nam po piętach fotoreporterów. Alba najwyraźniej też nie czuł się zbyt dobrze, bo znaleźliśmy się w jego domu. Tam zaczęliśmy przygotowywać wspólnie obiad. Skończyło się zamówioną pizzą, bo Jordi, podobnie jak ja, potrafi przypalić wodę na herbatę. Przez cały ten czas ignorowałam telefony zarówno od Gregora jak i Morgiego, a nawet Andiego. Dopiero jak wyświetlił się numer Pointnera, trenera Austriaków postanowiłam odebrać:

-Słucham- zaśmiałam się do słuchawki, widząc Jordiego próbującego, bez większych efektów, obrać owoce na sałatkę
~Veronica, wszystko w porządku?- zapytał poważnym tonem
-Tak jest proszę pana- zasalutowałam
~Dobrze wiesz jak nie lubię, gdy mówisz mnie na 'pan'- rozluźnił się
-Coś nie tak Alex?
~Nie, czemu pytasz?
-Bo dzwonisz i mówisz takim poważnym tonem...
~Chłopaki nie chcą trenować. Nie odbierasz od nich telefonu, martwią się o ciebie
-Przekaż im, że u mnie wszystko w porządku- powiedziałam i wybuchnęłam śmiechem, bo Alba, któremu najwyraźniej znudziło się przygotowanie podwieczorku zaczął mnie łaskotać
~Wszystko dobrze? Dziwnie się zachowujesz...
-Wszystko okej- powiedziałam pośpiesznie uciekając równocześnie przed Albą- Muszę kończyć Alex. Powiedz chłopakom, że zadzwonię wieczorem!- zatrzymałam się- Powiedz też, że bardzo za nimi tęsknię- w moich oczach zaczęły pojawiać się łzy, na wspomnienie roześmianych twarzy chłopaków. Do tej pory starałam się to zagłuszyć, ale prawda była inna. Bardzo mi ich brakowało
~Przekażę, przekażę. Trzymaj się Vera.- powiedział i odłożył słuchawkę

-Wszystko w porządku?- zapytał troskliwym głosem  Jordi, widząc spływające po moim policzku łzy
-Tak.
-Na pewno?- zapytał nie dowierzając. Usiedliśmy na kanapie w salonie
-Po prostu tęsknię za domem. Za Austrią. Za bratem, przyjaciółmi i...- głos mi się załamał. Popłakałam się jak mała dziewczynka. Zawsze myślałam, że jestem twarda. To była tylko maska skrywająca dziewczynę, która nie wie co ze sobą zrobić.
-Ciii, już dobrze- pocieszał mnie piłkarz. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Nasze twarze przysunęły się do siebie. Czułam motylki w brzuchu. Po chwili nasze usta połączyły się w pocałunku.

*Gregor*
Oczami Gregora w następnym rozdziale :D

_______________
Nie wcale nie piszę rozdziałów po nocach tylko dlatego, że za dnia nie chce mi się do nich pisać ;-;
Taki płytki ten rozdział, ale nic lepszego nie wymyślę ehhh
Szczególnie teraz ;_;

WRACAJ DO ZDROWIA THOMAS <3


Do następnego, buziaczki :*

niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział II

*Veronica*

Zajęłyśmy miejsca z Caroline i oczekiwałyśmy wejścia piłkarzy na murawę. W międzyczasie dużo rozmawiałyśmy. Dowiedziałam się, że jej rodzice zginęli w wypadku i musiała sprzedać dom, by pokryć ich długi. Została bez dachu nad głową. Zrobiło mi się jej żal. Postanowiłam, że pozwolę jej ze mną zamieszkać do czasu, kiedy nie znajdzie sobie czegoś nowego. Zresztą polubiłam ją. Wreszcie wyszli piłkarze obu drużyn. Kojarzyłam tylko jednego z nich. Ronaldo, czy jak mu tam. Przyjrzałam się całej jedenastce w bordowo- granatowych koszulkach. Na widok niektórych zapierało dech w piersiach, ale ja, jak to ja miłości nie szukałam. Mecz się rozpoczął. Mój wzrok powędrował na gracza z numerem 18 na koszulce. To ten sam, który dał mi bilety. Rozglądał się po trybunach. Gdy spojrzał w naszą stronę szeroko się uśmiechnął. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Nie trwało to długo, musiał powrócić do gry. W końcu wpadła pierwsza bramka, niestety dla drużyny przeciwnej. Takim rezultatem zakończyła się pierwsza połowa. Widziałam jego smutny wzrok. Rozejrzałam się po stadionie. Tutejsi kibice wciąż wierzyli w sukces gospodarzy. Gdy wyszli ponownie na boisko, gra całkowicie się zmieniła. Już 56 minucie wyrównał piłkarz z numerem 11 na plecach. Neymar Jr. Hmmm.. Nawet przystojny- pomyślałam

-Kto to jest?- zapytałam Caroline próbując przekrzyczeć wiwatujący tłum
-Neymar, jeden z najlepszych piłkarzy świata

Pokiwałam tylko głową. Zauważyłam, że o kogo bym nie spytała, dla niej piłkarz Barcelony będzie najlepszy. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Dalej oglądałyśmy w milczeniu. Chociaż milczenie to pojęcie względne. Caroline kibicowała całym sercem. Na zegarze pojawiła się 89 minuta. Kibice tutejszej drużyny nadal wierzyli na zwycięstwo. Ja, mimo że od 15 minut grałam w Angry Birds na telefonie stwierdziłam ,że w minutę nie może się nic zmienić. Pomyliłam się. Piłka trafiła pod nogi Jordiego. Ten nie zastanawiając się długo przebiegł przez całe boisko i oddał strzał na bramkę. Trafił. Strzelił gola. Skakałam razem z wszystkimi kibicami Barcelony, cieszyłam się razem z nimi, chociaż nie wiem czemu. Caroline spojrzała na mnie z zaintrygowaniem

-Cieszysz się niczym prawdziwa Cule. Jestem z ciebie dumna- powiedziała
-Przepraszam, kto?- zapytałam zdezorientowana. Ona tylko zaśmiała się serdecznie i wskazała ręką na kibiców. Zrozumiałam. Wszyscy kibice są jedną wielką rodziną. Cules.- Skąd się wzięła ta nazwa? Trochę dziwna...
-Długa historia, kiedyś ci ją opowiem. A teraz patrzmy dalej, bo sędzia doliczył dodatkowe 3 minuty

Wynik się jednak nie zmienił. Caroline ruszyła w stronę wyjścia, ja jednak pozostałam na miejscu. Podeszłam do niej, wręczyłam klucze i powiedziałam, że niebawem wrócę. Nie pytała czemu. Oddaliła się, a ja siedziałam dalej. Mijały kolejne minuty. Stadion opustoszał. Panowała dziwna cisza. Rozkoszowałam się nią. Nawet nie wiem kiedy obok mnie zjawił się Jordi. Chwilę patrzyliśmy sobie w oczy nic nie mówiąc.

-Nie sądziłem, że poczekasz- przerwał ciszę spuszczając wzrok
-Mam sobie iść?- zapytałam zdezorientowana
-Nie- uśmiechnął się delikatnie- Cieszę się, że jesteś. To na co masz ochotę? Kawa? Kolacja?
-Właściwie to mam niewiele czasu- odpowiedziałam, a Jordi posmutniał. Spojrzałam na telefon. Wskazywał godzinę 20.30- Caroline będzie się martwić...
-Caroline to ta druga?-okiwałam głową- Właśnie, nie przedstawiłem się. Jordi jestem.
-Veronica- uśmiechnęłam się
-Miło mi- uścisnął mnie. Zesztywniałam, by po chwili odwzajemnić uścisk
-Wiesz co? Może jednak skuszę się na tą kolację. Jestem ci coś winna za te bilety. Pozwoliłeś mi spełnić jej marzenia
-Nie ma za co. Co jak co, ale Barcelona ma najlepsze fanki na świecie- zaśmiał się
-Nie wiem. Osobiście znam tylko Caro. Sama do dnia dzisiejszego nie wiedziałam nawet, że istnieje taki klub- dobra, z tym przesadziłam, bo nie raz chłopaki często rozmawiali o piłce nożnej, jednak ja w tym czasie się wyłączałam
-Naprawdę?- zadziwił się- To w takim razie musisz wszystko nadrobić! Zmiana planów. Oprowadzę cię po tym Świętym Miejscu. Camp Nou- wyszczerzył się i ruszyliśmy zwiedzać stadion.

Po godzinie zwiedzania usiedliśmy na murawie. Było wspaniale. Dobrze czułam się w towarzystwie Jordiego. To wspaniały mężczyzna, zabawny, nieco nieśmiały i do tego uroczy. Poczułam wibrację telefonu. Gregor. Odrzuciłam połączenie, niech się trochę pomartwi. Jednak jego połączenie przypomniało mi o Caroline.

-Jordi dziękuję ci za wszystko. Począwszy od  biletów, skończywszy na wspaniałym wieczorze. Jednak muszę się się zbierać
-Nie ma za co- uśmiechnął się szeroko- mogę cię jeszcze odprowadzić? Już dosyć ciemno, może być dosyć niebezpiecznie- zaoferował
-Czemu nie- uśmiechnęłam się delikatnie

Ruszyliśmy w kierunku mojego nowego domu. Śmialiśmy się cały czas, żartowaliśmy. Czułam się bardzo swobodnie. Nawet nie wiem kiedy dotarliśmy na miejsce.

-To tutaj- powiedziałam- Jeszcze raz za wszystko dziękuję
-A ja po raz kolejny mówię, że nie ma za co- po raz setny się uśmiechnął
-Jest, jest- powiedziałam pod nosem- Będę szła. Jordi?
-Tak?
-Widzimy się jutro?- zapytałam zanim zdążyłam ugryźć się w język
-Z przyjemnością. Masz mój numer- podał karteczkę, podobną do tej, którą wręczył mi przed meczem- Napisz jak będziesz miała chwilę, ja zawsze znajdę czas

Schowałam numer do torebki. I co teraz?- pytałam się w myślach. Podeszłam do niego, cmoknęłam w policzek i zniknęłam za drzwiami zanim zdążył zareagować.

______________
Ten rozdział miał być dłuższy, ale podzieliłam go na dwie części :)
Nie podoba mi się ten rozdział, taki nudnawy ;-;
W ramach przeprosin za rozdział łapcie Morgiego na Camp Nou <3
Do następnego ;**



CZYTASZ+KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ=SZYBCIEJ DODAJĘ ROZDZIAŁY