poniedziałek, 31 marca 2014

Epilog

*Veronica*

Chociaż na początku wydawało się, że doprowadzenie mieszkania skoczka będzie trudnym i bardzo długim zadaniem uwinęliśmy się stosunkowo szybko. Już po trzech godzinach dom lśnił czystością, a ponieważ było wcześnie postanowiłam wpaść z wizytą do niczego nieświadomego brata. Chwyciłam kurtkę pocałowałam Gregora w policzek i ruszyłam w stronę wyjścia

-Wychodzisz?- zapytał zdziwiony skoczek
-Tak- uśmiechnęłam się szeroko- Trzeba dać Andreasowi znak życia
-Iść z tobą?- zapytał obejmując mnie
-Nie. To znaczy nie musisz
-Wrócisz do mnie na noc?- spuścił głowę speszony
-Nie wiem, czy Andi mnie puści, ale postaram się- pocałowałam go jeszcze raz i wyszłam, jednak po chwili się wróciłam- Chodź
-Gdzie?
-Chcę, by Andreas poznał mojego chłopaka- puściłam mu oczko

Gregor nic mi nie odpowiedział. Uśmiechnął się tylko szeroko założył kurtkę i razem pojechaliśmy do domu mojego brata.


***



-Jesteś pewna, że to dobry pomysł?- zapytał mnie po raz setny Schlierenzauer powstrzymując mnie przed zapukaniem do drzwi
-Ty serio się go boisz?-zapytałam nieco poirytowana jego zachowaniem- A może ty po prostu nie myślisz o nas na poważnie, co? Może ty...- nie dokończyłam, bo zamknął mi usta pocałunkiem. Trwaliśmy w nim chwilę i pewnie trwał by jeszcze dłużej, gdyby w tym momencie nie odtworzyły się drzwi, w których stał Andreas. Wyraz jego twarzy zmieniał się w każdym ułamku sekundy. Od zdezorientowania, przez nieco gniewne spojrzenia skierowane w stronę Gregora. Skończyło się na szerokim uśmiechu. Od razu bardzo mocno mnie przytulił.

-Co ty tutaj robisz?- zapytał nadal się uśmiechając, jednak zanim zdążyłam odpowiedzieć spoważniał i zaczął swoje kazanie- Dlaczego nie dawałaś żadnego znaku życia? Dlaczego wyjechałaś tak nagle? Ty wiesz jak ja się martwiłem? Czy ty w ogóle...- przestałam go słuchać i wybuchnęłam głośnym śmiechem
-Oj Andi, Andi. Może mnie po prostu wpuścisz do środka, hmm?
-Ja nie skończyłem- pogroził mi palcem, a ja rozbawiona przekroczyłam próg domu. Weszłam do salonu i rozsiadłam się przed telewizorem.

***

Spędziliśmy miły wieczór, bawiąc się znakomicie. Czułam się jak za starych dobrych czasów. Jakbym nigdy nie opuszczała Austrii. Siedzieliśmy w trójkę oglądając film. Chociaż oglądając to pojęcie względne. Gregora zmorzył sen już po pięciu minutach akcji, a mój brat grał w jakąś durną grę, jednak czułam na sobie jego wzrok. W końcu nie wytrzymał, odłożył go i zaczął mi się przyglądać zbierając myśli.

-Czemu się tak na mnie dziwnie patrzysz?- zaśmiałam się
-Czemu wróciłaś? Nie, żebym się nie cieszył, bo bardzo się cieszę, ale...
-Ale zastanawia cię co skłoniło mnie do powrotu?- zapytałam uśmiechając się pod nosem

Andreas przytaknął. Tym razem to ja próbowałam pozbierać myśli i dobrać odpowiednio słowa. Nie wiedziałam co powiedzieć mojemu bratu. Nerwowo założyłam włosy za ucho i odruchowo spojrzałam na Gregora

-Chyba wiem o co chodzi- powiedział Andi drapiąc się po głowie- I co mi pozostało? Chyba tylko życzyć ci szczęścia. A właściwie wam- uśmiechnął się szeroko
-To ty nie jesteś zły?-zapytałam zszokowana
-Jak mogę być zły? Jesteś szczęśliwa?
-Chyba.. chyba tak
-To czemu mam być zły? Mnie tylko zależy byś sobie ułożyła życie- po raz kolejny jego kąciki ust delikatnie się uniosły- Ale z Gregorem i tak sobie porozmawiam, nie bój się- powiedział poważniejszym tonem, ale zaraz potem wybuchnął donośnym śmiechem i objął mnie ramieniem. Jego wybuch obudził jednak Schlierenzauera:

-Można ciszej? Ja tu śpię- wymamrotał
-Jesteś pewna, że go chcesz?- zapytał Andreas nadal głośno się śmiejąc
-W stu procentach- odpowiedziałam i pocałowałam mojego chłopaka w policzek

*Gregor*

Obudziłem się na kanapie u Koflerów. Veronica spała w fotelu. Nigdzie nie widziałem Andreasa, za to słyszało go chyba całe miasto. Krzątał się po kuchni śpiewając przy tym piosenki z lat osiemdziesiątych. A przynajmniej tak mi się wydawało. Chwyciłem telefon i na palcach zakradłem się do kuchni włączając uprzednio nagrywanie. To co tam zobaczyłem przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Andi, ubrany w różowy fartuszek śpiewał do łyżki tańcząc przy tym jak tancerze Lady Gagi. Ledwo powstrzymywałem śmiech uwieczniając to na pamięci telefonu.

-Andi, dobrze się czujesz?- zapytałem, chowając telefon do kieszeni. Andreas popatrzył na mnie przerażony
-Emm... taaak. Yyy..ja tańczę taniec, by wywołać deszcz, bo... bo dawno nie padało- tłumaczył się

Spojrzałem na okno, po którym spływały krople deszczu. Na dworze była ulewa utrzymująca się od kilkunastu godzin. Wzrok gospodarza podążył za moim

-A nie mówiłem, że zadziała?- zapytał Kofler prężąc pierś z dumą

Pokręciłem głową i nie zwracając uwagi na śledzącego mnie wzrokiem przyjaciela podszedłem do lodówki wyciągając z niej jogurt. Nie wiem nawet kiedy Andreas zjawił się obok mnie.

-Tylko spróbuj ją zranić, a utnę ci łeb- wysyczał przez zaciśnięte zęby spoglądając równocześnie na nóż
-Ale... ale o czym ty mówisz?- zapytałem nieco przestraszony
-Masz uważać na moją siostrzyczkę, jasne?
-Taa...taaak..
-No! Bo jak dowiem się, że ją skrzywdziłeś...
-Nie skrzywdzę jej. Kocham ją. Najmocniej na świecie- przerwałem mu jego groźbę
-Mam nadzieję- powiedział, po czym poszedł do siebie do pokoju...
____________________
I.... powracam :D
Planowałam dodać to już miesiąc temu, ale nie mogłam dokończyć tego rozdziału,a do tego "nauka" do egzaminów :(
Taki trochę nudny i średnio mi się podoba. Bywały lepsze, ale chyba najgorszy nie jest? Zresztą, nie mnie to oceniać, tylko Wam :)
Wiem, wiem: KRÓTKI. Ale to dlatego, że nie chciałam zbyt go wydłużać....
Przepraszam, że musiałyście tyle na niego czekać, ale egzaminy i te sprawy. Teraz tylko nauka do konkursu o Hiszpanii i poprawa ocen :/ Jednak obiecuję, że nowy rozdział pojawi się szybciej! :D
Pozdrawiam, Weronika :D




niedziela, 23 lutego 2014

Rozdział XIII

*Veronica*

Stałam przed drzwiami i zastanawiałam się co powiedzieć. Miałam ochotę uciec jak najszybciej, jak najdalej. Jednak było już za późno. Zapukałam do drzwi i słyszałam kroki. Musiał o coś zawadzić po drodze, bo do moich uszu doszła wiązanka wypowiadanych przekleństw. Z każdą sekundą moje serce biło coraz szybciej. Otworzył drzwi. Wydawał się być mocno zaskoczony moim przybyciem. Mimo stresu zachowałam zimną krew i jako pierwsza się odezwałam:

-Musimy porozmawiać

Wciąż zaskoczony Gregor przepuścił mnie w drzwiach. Weszłam do środka i omiotłam wzrokiem mieszkanie. Wszędzie walały się puszki po napojach, pudełka od pizzy, ubrania i wiele innych rzeczy. Jednym słowem: większego bałaganu w życiu nie widziałam, a przecież mieszkałam z Andreasem.

-Przepraszam za bałagan. Nie miałem nastroju do porządkowania. Chodź na górę, tam jest porządek

Ruszyliśmy po schodach i faktycznie. Tam było czysto. Znaleźliśmy się w miejscu gdzie wszystko się zaczęło. Jego sypialnia. Wtedy pojawiły się pierwsze sygnały, że coś do niego czuję. Usiedliśmy na łóżku. Przez dłuższą chwilę milczeliśmy. Wiedziałam, że muszę mu powiedzieć prawdę, ale bałam się. Och weź się w garść idiotko- poleciłam sobie w myślach i kiedy miałam zabrać głos odezwał się Gregor:

-Przepraszam za tego SMSa. Nie chciałem mieszać ci w życiu, nie chcę też, by nasza przyjaźń na tym ucierpiała. Po prostu musiałem ci to powiedzieć
-I co? Jak to sobie teraz wyobrażasz? Naszą przyjaźń?- postanowiłam trochę się z nim podroczyć
-Nie wiem jak będzie, ale nie chcę cię stracić- w jego oczach ujrzałam ból. Nie mogłam dłużej udawać
-Wiem, ja ciebie też. Zresztą nie po to tu jestem, by rozmawiać o przyjaźni- powiedziałam, przybliżyłam się i musnęłam jego wargi
Odsunął się ode mnie i spojrzał głęboko w ozy. Nie wiem co w nich zobaczył, ale przytulił mnie z całych sił, a później nasze usta ponownie połączyły się w pocałunku.
-Kocham cię- szepnął mi do ucha
-Wiem, ja ciebie też- odpowiedziałam wtulając się w jego pierś- Chodź- podniosłam się i pociągnęłam go za rękę
-Gdzie?
-Ktoś musi posprzątać ten bałagan na dole
-Masz wyczucie czasu, nie ma co- mruknął pod nosem, licząc zapewne, ze tego nie usłyszę. Nic nie odpowiedziałam, zaśmiałam się tylko i zabraliśmy się do roboty.

***
*narracja trzecioosobowa*

A co u Jordiego? Był załamany, gdy tylko dowiedział się, że jego dziewczyna wybrała innego. Zamknął się w domu i nie chciał wpuścić nikogo. Poza jedną osobą. Caroline. To ona przywróciła mu uśmiech. To ona sprawiła, że znów poczuł się szczęśliwy. Zrozumiał, że nie warto cierpieć. Że nic nie dzieje się bez powodu. I  wreszcie: zrozumiał, że on  też kocha inną dziewczynę. Spojrzał na Caro, która spała na jego piersi. Pocałował ją we włosy, a ona uśmiechnęła się przez sen. Wreszcie wszyscy byli szczęśliwi.

__________
Aż się dziwnie czuję, bo kończę bloga nikogo przy tym nie zabijając, ani nawet nie próbując tego zrobić O.o
Tak właśnie kończy się pierwsza część opowiadania. Już niedługo ruszam z nową. Stwierdziłam, że nie będę zakładać nowego bloga i tutaj będę dodawać rozdziały drugiej części :)

Dziękuję wszystkim, którzy czytali te moje wypociny. Dawaliście mi motywacje, by usiąść i coś wystukać. To dzięki Wam powstawały kolejne rozdziały. DZIĘKUJĘ <3

Edit: Mnie ten epilog się nie podoba, ale Karolina powiedziała, że mam dodawać, więc w razie czego skargi do niej :)

Edit2: Część 2 już wkrótce :)

piątek, 21 lutego 2014

Rozdział XII

*Veronica*

Im więcej kilometrów dzieliło mnie od Austrii tym bardziej zdawałam sobie sprawę jak wielki błąd popełniłam. Od problemów nie da się uciec. Ja jednak stchórzyłam. Jak zawsze. Gdy tylko samolot wylądował wzięłam swoją niewielką walizkę i taksówką podjechałam pod mój dom. Przekręciłam klucz w zamku i z drżącym sercem weszłam do środka. Nikogo jednak nie zastałam. Przynajmniej tyle- pomyślałam. Ruszyłam do mojego pokoju. Nic się nie zmieniło. Widać każdy wierzył, że wrócę. Podeszłam do szafki nocnej na której stało moje zdjęcie z Jordim. Wzięłam je do rąk i uśmiechnęłam się pod nosem. Nie wiedząc co ze sobą zrobić położyłam się na łóżku i zaczęłam zastanawiać co powiedzieć moim znajomym. Co powiedzieć Jordiemu? Nim cokolwiek wymyśliłam zmorzył mnie sen...

*Jordi*

Wracałem właśnie z Neymarem i Caroline z treningu. Mieliśmy iść do brunetki pograć w fifę i zjeść coś dobrego. Roześmiani dotarliśmy do drzwi. Caro zaczęła szukać w torebce klucz, a Ney oparł się o drzwi niechcący naciskając klamkę. Otworzyły się. Dziewczyna popatrzyła na to przerażona

-Ney, powiedz, jak to zrobiłeś?
-Nooo normalnie
-Przecież te drzwi były zamknięte. Na pewno je zamykałam, bo specjalnie się po to wracałam

Spojrzałem z przyjacielem po sobie

-Zostań tu, my zobaczymy, czy ktoś jest w środku- poleciłem i wszedłem do domu. Po pięciu minutach poczułem puknięcie w ramię
-Musisz coś zobaczyć- powiedział Brazylijczyk z bananem na twarzy
-Co tym razem znalazłeś? Szczura na baterie?
-Oj przyznaj, że tamto było genialne
-Niech ci będzie. To co chcesz mi pokazać?

Neymar pokazał, że mam iść za nim i ruszyliśmy do pokoju, w którym kiedyś mieszkała Vera. Żadne z nas nie wchodziło tam od jej wyjazdu. Wszyscy za nią tęskniliśmy, a nikt nie chciał być jeszcze bardziej przygnębiony. Tym razem podążałem jak cień za przyjacielem. Otworzył drzwi. W wejściu do pokoju przeszkadzała jakaś...

-Walizka?- zapytałem Neymara- Przyprowadziłeś mnie tutaj, by pokazać mi walizkę? Serio jesteś nienormalny- stwierdziłem poirytowany
-Taaa a śpiąca królewna to wcale nie Veronica- przewrócił oczami
-Jaka śpiąca królewna? Co znów brałeś?

Nic nie odpowiedział tylko obrócił mnie w kierunku łóżka. Była tam. Smacznie sobie spała przytulając do siebie nasze zdjęcie. Z oczu pociekły mi łzy radości. Nareszcie ją odzyskałem.

-Idę podzielić się Caro dobrą nowiną. Może chociaż ona nie powie, że jestem nienormalny i się ucieszy..- powiedział Neymar, ale ja tylko machnąłem na niego ręką. Podszedłem bliżej. Odgarnąłem jej włosy z twarzy i pogładziłem dłonią jej zaróżowiony policzek. Nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. W pewnym momencie zamrugała gwałtownie

-Jordi? Co ty tutaj robisz?
-Też się cieszę, że cię widzę- uścisnąłem ją z całych sił
-Duu..duu... duszę.. się- wysapała
-Przepraszam- musnąłem jej wargi

Nie dane mi się było jednak ją nacieszyć, bo zaraz wpadła uszczęśliwiona Caroline i Ney. Rozmawialiśmy cały dzień i pół nocy. Niby wszystko było dobrze, poza faktem, że była jakoś dziwnie nieobecna. Jakby coś odciągało jej uwagę. Uznałem jednak, że po prostu jestem przewrażliwiony.

Następnego dnia cała Barcelona wiedziała już o przyjeździe młodszej siostry Andreasa. Oczywiście chłopaki z drużyny nie mogli przepuścić okazji i przyjechali co do jednego wraz z partnerkami. Zrobiła się z tego niezła impreza i niektórzy mocno popłynęli. Przykładowo taki Cesc, ku niezadowoleniu zniesmaczonej Danielli ogłosił, że bierze ślub z Gerardem. Marc, Cristian i Sergi Roberto wskoczyli na stół i zaczęli śpiewać i tańczyć hity Shakiry, a sama Kolumbijka zaśmiewała się z tego do łez. Dani cykał sobie zdjęcia z Alexisem i Adriano, które później wstawiał na instagrama. Generalnie wszyscy dobrze się bawili. Może za wyjątkiem osoby, dzięki której się zgromadzili. Veronica siedziała zamyślona na kanapie. Chciałem do niej podejść, ale poczułem mocne szarpnięcie i nim się obejrzałem znalazłem się w salonie piękności "U Busquetsa" i nijak dało się wyrwać.

*Veronica*

No i kolejna barcelońska impreza. Zawsze na takich świetnie się bawiłam. Tym razem było inaczej. Moje myśli zaprzątało coś innego. A raczej ktoś inny- Gregor. Co teraz robił? Co pomyślał, kiedy dowiedział się o moim wyjeździe? Czy pamięta naszą wspólną noc? Podniosłam się z kanapy, na której dotychczas siedziałam i zaczęłam szukać telefonu. Nie włączałam go odkąd opuściłam Austrię. Czas dać braciszkowi znak, że żyję- pomyślałam. Gdy tylko uruchomiłam urządzenie przyszedł komunikat, że Andi próbował się połączyć ze mnę 324 razy. Dostałam od niego również 76 SMSów i 64 wiadomości głosowych.

-Nadopiekuńczy głupek- mruknęłam

Zaczęłam kasować kolejno wiadomości, kiedy spostrzegłam inną, od innego adresata. W niej nie było wyrzutów, że od kilkunastu godzin nie daję znaku życia. Nie.. W niej było wyznanie miłości. Gregor. Zaczęłam się zastanawiać, czy on również jest mi obojętny. Pragnęłam jego bliskości bardziej niż kiedykolwiek. Pragnęłam jego ust napierających na moje. Pragnęłam jego.

-Głupia idiotka- powiedziałam sama do siebie i wyszłam do ogrodu. Nie chciałam, by ktokolwiek zobaczył jak płaczę. Nie do końca mi się to udało.

-Coś nie tak?- zapytał Neymar
-Wszystko jest w najlepszym porządku- wysiliłam się na uśmiech, ale raczej wyszło skrzywienie
-Co jest?
-Emmm...
-Nie chcesz mówić?
-Raczej nie
-Zaufaj mi. Jak mi opowiesz poczujesz się lepiej.
-Nie jestem pewna...
-Wątpisz? Obiecuję, że nikt się nie dowie o naszej rozmowie. W razie czego zawsze ci pomogę. Od tego są przyjaciele

Zawahałam się. Może faktycznie potrzebowałam rozmowy. Postanowiłam zaryzykować i wszystko mu opowiedzieć.

-Ale to zostaje między nami?- upewniłam się
-Oczywiście.

Zaczęłam opowiedzieć mu o wszystkim. Od tego co zaszło jeszcze w Austrii po SMSa od  Gregora. Niby minęło niewiele czasu, ale zdążyłam sobie coś uświadomić. Zależy mi na skoczku, ale był też Jordi, którego również kochałam. A przynajmniej tak mi się wydawało. Neymar nie oceniał. Po prostu słuchał. A na koniec powiedział jedno zdanie:

-Jeśli zastanawiasz się kogo kochasz wybierz tego drugiego
-Dlaczego?
-Bo jakbyś naprawdę kochała tego pierwszego nie zaczęłabyś pałać tym samym uczuciem do innego- po tych słowach zniknął gdzieś w domu.

Zastanawiałam się nad jego słowami. Były bardzo mądre, tylko nadal nie wiedziałam co zrobić. Zawiał chłodniejszy wiatr, więc i ja weszłam do środka ocierając wcześniej łzy. Spojrzałam na Jordiego wyrywającego się Sergiemu, który chciał go pomalować. Uśmiechnęłam się pod nosem. Wiedziałam juz co zrobić, wiedziałam z kim chcę spędzić resztę życia...

___________
Tak, to ostatni rozdział, ale tylko pierwszej części :D
Jak myślicie, kogo wybierze Vera? :D
Trzymajcie się kochani :*


czwartek, 20 lutego 2014

Rozdział XI

Włącz, zanim zaczniesz czytać:


*Gregor*

Obudził mnie trzask drzwi. Gwałtownie się podniosłem i rozejrzałem. Na łóżku zobaczyłem bransoletkę Very. Pamiętałem wszystko co zaszło nocą. Podniosłem się z posłania i zacząłem chodzić po całym domu. Nigdzie jej nie było.

-Nie, tylko nie to- mruczałem sam do siebie nakładając na siebie pierwsze lepsze ubrania. Chwyciłem kluczyki do samochodu. Zacząłem szukać kluczy do domu -Cholera jasna! -zakląłem po pięciu minutach bezowocnych poszukiwań. W końcu wzruszyłem ramionami i ruszyłem w kierunku drzwi. Trudno, najwyżej mnie okradną. Są ważniejsze sprawy- myślałem. Jednak zguba się znalazła. Jak można się domyślić leżała na stole. Jak ja mogłem wcześniej ich nie zauważyć? Zamknąwszy dom, wsiadłem do pojazdu i ruszyłem do posiadłości Koflerów nie raz przekraczając dozwoloną prędkość. Gdy dojechałem na miejsce zastałem Andreasa stojącego przed domem, nerwowo spoglądającego na zegarek. Nim zdążyłem wysiąść on wręcz przybiegł o kulach do mojego samochodu i wpakował się na miejsce pasażera

-Andi, dobrze się czujesz?- zapytałem nieco rozdrażniony. Musiałem szybko porozmawiać z Veronicą, a nie bawić się w taksówkarza
-Co zrobiłeś mojej siostrzyczce?- wycedził przez zęby patrząc na mnie jakby chciał mnie zabić
-Jaa...?- zapytałem zdziwiony
-Jak nie ty to luz- wzruszył ramionami- A teraz nie stój jak kołek tylko jedź na lotnisko!
-Po co?
-Vera...
-Co z nią?!- zaczynałem coraz bardziej się denerwować
-Postanowiła wrócić do Hiszpanii

To był dla mnie cios poniżej pasa. Oczywiście z piskiem opon ruszyliśmy w kierunku lotniska.

-Gregor?
-Taaa
-Na pewno nic między wami nie zaszło? Nie pokłóciliście się ani nic? Bo zastanawiam się czemu ona od tak ze łzami w oczach zaczęła się pakować i wyszła mówiąc tylko, że wyjeżdża- Kofler był podejrzliwy. Zbyt podejrzliwy
-Y...noo... ten...  Bo widzisz Jordi wczoraj zadedykował jej bramkę i całą noc przepłakała, bo za nim tęskni i w ogóle- powiedziałem nie do końca mijając się w prawdą. Dlaczego nie powiedziałem mu całej prawdy? Bo zabiłby mnie na miejscu, gdyby się dowiedział. Wolałem najpierw wyjaśnić to z jego siostrą.

Wpadliśmy na lotnisko. Chociaż nie, może inaczej. Wpadłem na lotnisko jak poparzony, a gdzieś daleko za mną Kofi kuśtykał o kulach. Podbiegłem do informacji.

-Kiedy jest najbliższy samolot do Barcelony?- zapytałem
-Właśnie odlatuje
-Nie, nie, nie- mówiłem pod nosem przemierzając kolejne metry. Zobaczyłem jak samolot odrywa się od ziemi. W tamtej właśnie chwili utraciłem osobę, na której tak bardzo mi zależało. Stałem tam tak długo, aż ktoś położył mi rękę na ramieniu. To Andi. Podał mi chusteczkę. Nie wiem nawet kiedy moje oczy zaszły łzami. Wiem, że to cholernie niemęskie, ale utraciłem osobę, na której bardzo mi zależało. Napisałem do Morgiego SMSa, by przyjechał do mnie jak najszybciej, a znając jego tempo miałem jakąś godzinę na odwiezienie Koflera i doprowadzenie swojej psychiki do stanu normalności. O ile pierwsze było rzeczą łatwą do zrobienia, ta druga była wręcz niewykonalna.

***

-Siema młody!- krzyczał Morgenstern od progu- Co jest? Umarł ktoś, czy co?
-Gorzej
-No to mów co jest
-Veronica wróciła do Hiszpanii

Morgi aż przysiadł

-Ale jak? Przecież jeszcze wczoraj... jeszcze... Chodzi o tą bramkę o której tak głośno w mediach?
-Nie.. to znaczy nie do końca...
-To co się stało
-Przespałem się z nią
-Uuuu- zawył Thomas- Andi wie?
-A czy jakby wiedział to bym tu siedział?
-Fakt. Co zamierzasz zrobić?
-Nie wiem. Po prostu mnie wiem.- ukryłem twarz w dłoniach
-Zaraz wszystko przemyślimy, ale teraz dzwoni Pointner

Morgenstern wyszedł rozmawiając z trenerem. Ja zaś uporczywie myślałem dlaczego wyjechała. Czy naprawdę jestem aż tak odrażający?

-Za godzinę mamy trening- poinformował mnie Thomas
-Nie idę, powiedz, że mam grypę
-Co jest? Widzę, że coś jest nie tak
-Kocham ją! Nie rozumiem dlaczego wyjechała...
-Powiedziałeś jej to?
-Nie... Nie było okazji
-I dziwisz się jej decyzji? Poczuła się wykorzystana lub nie chciała niszczyć waszej przyjaźni.
-Co mam zrobić, Morgi ja ja kocham
-Wiem Gregor, wiem- poklepał mnie po plecach
-Muszę jej to jakoś wyjaśnić. Jadę do niej
-Nie rób tego.
-Co? Ty też przeciwko mnie?
-Jestem z tobą i ty o tym wiesz. Daj jej odejść...
-Już to zrobiłem! Czego bardzo żałuję- wszedłem mu w słowo
-Daj skończyć.Daj jej odejść. Jeśli wróci, jest twoja. Jeśli nie, nigdy twoja nie była.
-Morgi przestań być filozofem i powiedz to po ludzku!
-No tak, zapomniałem, że rozmawiam ze Schlierenzauerem
-Przysięgam jeszcze słowo, a ci przywalę
-Mam ci wyjaśnić, czy nie?- zapytał, a ja umilkłem- Jeśli ona też cię kocha to wróci. Jeśli nie, to chyba lepiej, że wyjechała, bo będzie istniała szansa na ocalenie waszej przyjaźni. Lecę na trening, a ty... Ty się kuruj- puścił mi oczko

Morgenstern miał dużo racji. Bardzo dużo, ale ja musiałem coś zrobić. Coś, co powinienem zrobić już dawno. A przy okazji mimo wszystko spróbować jej to wyjaśnić. Odszukałem telefon i wysłałem Veronice wiadomość:

Wiem, co myślisz. Masz mnie za dupka, ale... to nie tak. Kocham Cię. Wiem, że powinienem powiedzieć Ci to winnych okolicznościach, ale nie dałaś mi wyboru. Jesteś dla mnie najważniejsza. 

________________
I kolejny rozdział już za nami.
Jak już wspominałam pod tamtym rozdziałem zastanawiam się nad ciągnięciem tego bloga dalej, tylko mam pytanie:

Czy wy chcecie takiego wydłużenia?

Do następnego ostatniego(?) rozdziału


PS. Zgubiłam wenę do bloga o Maćku Kocie. Nie widział ktoś? :((

wtorek, 18 lutego 2014

Rozdział X

*Veronica*

Kolejne dwa tygodnie spędzałam między domem, gdzie spałam, a szpitalem u Andreasa. Mój brat w zaskakująco szybkim tempie wracał do zdrowia. Pogodził się z tym, że Sabrine go opuściła, bo jak zdradził od dawna nie układało im się najlepiej. Gregor i Thomas musieli wyjechać na zawody, ale obiecali przyjechać, kiedy inni pojadą do Sapporo, a oni odpuszczą konkurs w Japonii. Tak też się stało. Wraz ich przyjazdem, poruszający się na razie o kulach Andreas wrócił do domu.
Stałam właśnie w progu salonu i obserwowałam jak Morgi i Andi grają w fifę wyzywając się przy tym od najgorszych

-Wszystko wraca do normy- szepnął Gregor obejmując mnie od tyłu w pasie
-Na to wygląda- uśmiechnęłam się
-Gramy z nimi, czy jedziemy do mnie obejrzeć jakiś film?

Spojrzałam na mojego brata i Thomasa. Zaśmiałam się, bo kiedy Morgi odpisywał komuś na SMSa Andi zmieniał mu statystyki.

-Jedziemy do ciebie, bo coś mi się zdaję, że zbyt szybko nie dostaniemy padów. A co do filmu... moglibyśmy obejrzeć mecz?- zapytałam. Musiałam zobaczyć mecz Barcy. Tęskniłam za wielką Barcelońską rodziną,  a szczególnie za Jordim. Gdy tylko o nim pomyślałam przypomniałam sobie widok jego smutnych oczu. Potrząsnęłam głową, by pozbyć się tego wspomnienia- Chyba, że nie chcesz, to możemy obejrzeć coś innego. Podobno świetny jest ten nowy horror, albo ta komedia..- zaczęłam nawijać jak zakręcona, na co Schlierenzauer wybuchnął śmiechem
-Możemy obejrzeć mecz, nie ma sprawy- uśmiechnął się szeroko
-Dziękuję- przytuliłam go- Ale poczekaj, muszę coś wziąć

Wbiegłam do swojego pokoju, zabrałam koszulkę Barcelony z fotela, nałożyłam ją na siebie, chwyciłam telefon i ruszyłam schodami w dół.

-Niezły masz gust- skwitował Morgi patrząc na moje ubranie
-A ty masz niezły zapłon- wywróciłam oczami śmiejąc się równocześnie- Przez ostatnie miesiące byłam na Camp Nou dużo więcej razy niż ty w całym swoim życiu

Morgenstern pokazał mi język i powrócił do gry. Nałożyłam buty i kurtkę narciarską, ponieważ na dworze był gigantyczny mróz.

-Wychodzisz?- zapytał mój brat nawet na mnie nie patrząc
-Tak, tak
-Wróć przed 22
-Idzie ze mną- poinformował go Gregor
-Aaaa no chyba że tak. Jak byście chcieli przekroczyć granicę tego kraju to chociaż poinformujcie- zaśmiał się, a ja poczułam się jak za starych dobrych lat. Powoli przyzwyczajałam się do nowego starego życia. Co nie zmieniało faktu, że w głębi serca tęskniłam za Hiszpanią. Za Jordim. Nadal bardzo go kochałam i mimo że moje serce wyrywało się do stolicy Katalonii po prostu tchórzyłam. Bałam się tam powrócić.
-Idziesz?- wyrwał mnie z zamyślenia Schlieri
-Tak

Wsiedliśmy do jego samochodu i ruszyliśmy w kierunku jego domu, wstępując po drodze do sklepu po jakieś dobre wino. Oglądaliśmy mecz z zapartym tchem. Barcelona podejmowała u siebie Atletico Madryt. Pierwszy mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Tak też toczyło się spotkanie do 90 minuty. Sędzia doliczył trzy minuty. Wszyscy byli przekonani, że będzie dogrywka, lecz w tej właśnie chwili Jordi zaczął swoją szarżę. Przebiegł całe boisko i niczym rasowy napastnik wpakował piłkę do siatki. Całe Camp Nou wypełnił chóralny okrzyk radości. Cieszyli się wszyscy zawodnicy rzucając po kolei na strzelca bramki. Kiedy się podniósł podbiegł do najbliższej kamery, zdjął koszulkę, pod którą miał podkoszulek z naszym zdjęciem i podpisem, że za mną tęskni. Zaraz potem dostał żółtą kartkę, na którą machnął tylko ręką. Nie obchodził go fakt, że przez nią nie zagra w finale. Popłakałam się. Moje serce było rozdarte, nie wiedziałam co robić. Wrócić, czy nie wrócić?  Spojrzałam na przyjaciela, który z nienawiścią wpatrywał się w telewizor. Zerknął na mnie i gdy tylko zobaczył, że płaczę mocno mnie przytulił.

-Nie wiem co robić- szepnęłam
-Wiem, domyślam się. A ty wiesz jakie ja mam o tym zdanie
-Chcesz bym została
-Nie. Chcę byś była szczęśliwa- wytarł mi łzy ściekające po policzkach
-Nic mi to nie ułatwiło- mruknęłam, na co on tylko uśmiechnął się pokrzepiająco

Mimo późnej pory zrobiliśmy sobie popcorn, nalaliśmy po lampce wina i włączyliśmy jakiś horror. Przypominało to stare piątkowe wieczory. Taka była już nasza mała tradycja, że co tydzień umawialiśmy się to u mnie, to u niego i robiliśmy mały maraton filmowy. Tym razem nie mogłam się skupić na filmie. Moje myśli skupiały się na tym co zobaczyłam. Przestałam liczyć wypite kieliszki. Coraz bardziej wtulałam się w Gregora, by zapomnieć. W pewnej chwili nasze usta połączyły się w namiętnym pocałunku. Nie wiem nawet kiedy znaleźliśmy się w sypialni pozbywając kolejnych ubrań.


***

Obudziły mnie promienie słońca. Coś mi nie pasowało. Przecież okna mam na zachód- myślałam. Otworzyłam oczy. Znajdowałam się w sypialni Gregora, a on sam leżał teraz obok mnie smacznie pochrapując. Spojrzałam na siebie. Nie miałam na sobie zupełnie nic.
-O nie- zaczęłam gorączkowo myśleć. Przypomniałam sobie wszystko co trzeba- Nie to nie może być prawda- mruczałam pod nosem szybko się ubierając- Jak ja mogłam to zrobić?!- pytałam sama siebie opuszczając dom skoczka
Wiedziałam, że to co zaszło może spowodować koniec naszej przyjaźni. rzuciłam się biegiem do domu. Nie miałam pojęcia co robić, ale jedno było pewne. Nie mogłam dłużej zostać w Austrii. Wbiegłam do pokoju i zaczęłam szybko pakować moje walizki. W przedpokoju minęłam się z zaspanym Andim
-Wracam do Hiszpanii- powiedziałam, pocałowałam go w policzek i ze łzami w oczach ruszyłam na lotnisko

________________________________
I kolejny rozdział za nami. Nie wiem jak ja to skończę, tak bardzo przywiązałam się do tego bloga, ze aż dziwne O.o
Tym bardziej, że mam pewien pomysł, aby go wydłużyć, ale wszystko ma swój początek, więc koniec też powinno :(
Do następnego :*

poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział IX

*Jordi*

Minął tydzień odkąd Vera opuściła Hiszpanię. Przez ten czas nawet nie dała znaku życia. Tęskniłem za nią, z każdą chwilą coraz bardziej. Najchętniej wskoczyłbym do samolotu, byleby z nią być. Od tego pomysłu stale odwodził mnie Neymar, który był przekonany, że wróci. Liczyłem na to, że się nie myli. Kończyłem właśnie trening, gdy podeszła do mnie dziennikarka:

-Czy to prawda, że rozstał się pan ze swoją dziewczyną?- zapytała bez ogródek
-Nie nazwał bym tego rozstaniem- powiedziałem, chodź sprawiało mi to trud- Ona musiała po prostu wrócić do Austrii, by być przy swoim bracie
-A co pan sądzi o tym?- zapytała podając mi jedną z austriackich gazet. Nie rozumiałem nagłówka, ale nie było mi to potrzebne. Zdjęcie na okładce przedstawiało Verę z Gregorem, który obejmował ją ramieniem. Moje serce po raz kolejny pękło. Całe szczęście, że od dłuższej chwili Ney stał kilka metrów dalej i słyszał cały mój 'wywiad'
-Jordi pospiesz się!- krzyknął, po czym bez słowa ominąłem dziennikarkę i wsiadłem do auta Brazylijczyka- Wszystko w porządku?
-Nie
-Daj spokój. Przyjaciel też ważna rzecz. Dobrze wiesz, jak ważny był Gregor zanim tu przyjechała. To dobrze, że ją wspiera. Ma chociaż jego.
-Może masz rację- westchnąłem bez przekonania. To ja powinienem być w miejscu Schlierenzauera
-Ja ją mam zawsze- puścił mi oczko

Wysiedliśmy pod moim domem. Pod drzwiami czekała Caro. Uśmiechnęła się szeroko jak tylko nas zobaczyła.

-No wreszcie! Zdążyłam korzenie zapuścić- zaśmiała się- Co taki nie w sosie?- szturchnęła mnie ramieniem
-Zobaczył artykuł o Gregorze i Veronice- pośpieszył z wyjaśnieniami mój przyjaciel, a ja na samo wspomnienie się skrzywiłem- Będę się zbierał. Umówiłem z fajną dziewczyną- uśmiechnął się od ucha do ucha- Do jutra
-Powodzenia!- krzyknęła za nim Caroline- Nie wystrasz jej, bo ty to potrafisz
-Osz ty! Policzymy się jutro!
-Akurat! Już się boję

Otworzyłem drzwi do domu i skierowałem moje kroki do salonu. Nie miałem najmniejszej ochoty słuchać ich przekomarzań. Chwyciłem butelkę whisky i nalałem sobie pełną szklankę. Chciałem pozbyć się tej pustki.

-Zostaw to- Caro wyrwała mi z ręki alkohol- Ja też uważam, że prędzej czy później ona wróci- uśmiechnęła się do mnie
-A co jeśli nie?
-Od kiedy jesteś takim pesymistą?

Zaczęliśmy rozmawiać. Sam nie wiem ile godzin przegadaliśmy, ale poczułem się lepiej. Dużo lepiej. Jednak nadal brakowało mi Very. Tak bardzo za nią tęskniłem...

*Veronica*

Minął już tydzień od wypadku mojego brata. Jego stan uległ znacznej poprawie. Lekarz stwierdził, że miał dżudo szczęścia i jest dużo lepiej, niż by się wydawało. Jedyną niepokojącą rzeczą był fakt, że nadal pozostawał nieprzytomny.
Siedziałam właśnie w pokoju starając się zasnąć, jednak nie było mi to dane. Gdy byłam na granicy snu otrzymałam SMSa od Gregora:


Za pięć minut jestem u Ciebie! Andreas się wybudził!

Wyskoczyłam z łóżka jak poparzona. Szybko wciągnęłam na siebie pierwsze lepsze ubrania i zbiegłam po schodach w dół. Chwyciłam napój energetyzujący, który stał na blacie w kuchni i wyszłam z domu. Gregor już tam był. Wsiadłam do samochodu mojego przyjaciela i ruszyliśmy do szpitala.

________________
Znowu zaczynam z dodawaniem rozdziałów codziennie ;_______________;
Jeszcze tylko 3 :D
Dziesiątka powinna pojawić się jutro przed meczem :)
Zastanawiam się nad pisaniem kontynuacji La vida es mejor cuando tienes amigos tylko zastanawiam się, czy ktoś by czytał...
Do następnego :*


Dziękujemy za walkę <33


niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział VIII

*Veronica*

Usiadłam koło mojego brata. Był blady, poobijany, a z jego rąk wychodziły różnorakie rurki. Nie umiałam powstrzymać łez. Siedziałam w milczeniu wsłuchując się w pikanie jakiejś dziwnej maszyny. Serce mi pękało, gdy widziałam go ws takim stanie. Siedziałam kilka minut, dopóki ktoś nie położył ręki na moim ramieniu.

-Rozumiem, ze pani martwi się o brata, jednak nie ma sensu, by pani tutaj siedziała. Niech pani idzie do domu, odpocznie. Gdy tylko coś się będzie działo z panem Koflerem zadzwonimy do pani- powiedziała życzliwym głosem pielęgniarka.

Miałam już zaprzeczyć i powiedzieć, że zostanę, kiedy ogarnęła mnie senność. Podróż i zamartwianie się stanem zdrowia Andreasa dały się we znaki. Postanowiłam, że postąpię zgodnie z zaleceniem lekarki. Wyszłam na korytarz. Nie widziałam nigdzie Thomasa, jednak Gregor cały czas tam był. Przysypiał na jednym z zielonych krzesełek. Nie chciałam go budzić, jednak nie miałam wyboru

-Gregor, gdzie jest Morgi?- zapytałam
-Pojechał, bo musiał zajmować się Lily- wymamrotał sennie
-To przesuń dupę, bo też chcę spać
-Podrzucić cię do domu?

Zawahałam się, jednak przyjęłam propozycję podwózki. Wiedziałam, że będę musiała  przeprowadzić ze Schlierim poważną rozmowę. Chciałam go przede wszystkim przeprosić. Nim jednak ułożyłam w głowie co mam dokładnie powiedzieć podjechaliśmy pod mój dom. Stary dom. Ponownie poczułam łzy w oczach. Tak bardzo za tym miejscem tęskniłam. Szybko jednak się uspokoiłam i nie pozwoliłam, by chociaż jedna łza ściekła po policzku

-Wejdziesz do środka?- zapytałam skoczka
-Bardzo chętnie, ale nie dzisiaj. Jestem zmęczony
-To przekimaj się u nas, to znaczy u Andreasa w gościnnym. Nie będziesz się tułał teraz przez całe miasto

Widziałam zawahanie na twarzy Gregora, lecz zaraz potem zagościł na niej uśmiech, za którym również tęskniłam.
Stanęłam przed drzwiami i zamarłam.

-Jak to dobrze, że to ja opiekuję się twoimi kluczami odkąd jesteś w Hiszpania- westchnął skoczek i pokręcił głową z rezygnacją, na co tylko się uśmiechnęłam. Przekręcił klucz w zamku i otworzył drzwi. Przekroczyliśmy próg domu i aż przystanęliśmy. Mieszkanie wyglądało jakby przeszło po nim tornado. Wszędzie tarzały się ubrania i jakieś papiery. Na stoliku leżała karteczka od dziewczyny, a jak się okazało po przeczytaniu byłej Andiego.

-Idiotka- mruknęłam
-Kto? - zapytał Schlierenzauer, na co podałam mu liścik, w którym Sabrine wyjaśniła, że nie widzi przyszłości w ich związku
-No tak, zostawiła go w momencie, kiedy musi dać też coś od siebie. Ale to ma jakiś plus- powiedział
-Jaki?
-Wszystko wraca do normy- musiałam wyglądać na mocno zdezorientowaną, bo pospieszył z wyjaśnieniami- Ani się obejrzymy Andi wróci do zdrowia. Tej idiotki już nie ma. Ty też zostań
-Przecież tu jestem
-Ale boję się, że niedługo znów uciekniesz. Wrócisz do swojego idealnego życia. Tęsknię za tobą- powiedział patrząc mi prosto w oczy
-Też za tobą tęskniłam- powiedziałam wtulając się w niego- Przepraszam za to, że tak długo się nie odzywałam
-Ja też przepraszam. Przecież mogłem zadzwonić do ciebie, odwiedzić, cokolwiek. Przy okazję pokazałabyś mi Hiszpanię- nadal byłam wtulona w niego, ale nie musiałam patrzeć, by wiedzieć, ze puszcza mi oczko
-Pewnie jeszcze nie raz będzie okazja- powiedziałam
-Czyli tam wrócisz?- zapytał tak...smutno
-Nie wiem Gregor.Nie myślałam jeszcze co zrobię. Muszę wszystko sobie poukładać- powiedziałam odrywając się od niego po czym pobiegłam do swojego byłego pokoju. Wszystko było takie jak zostawiłam. Widać było, ze nikt tu nie wchodził od dobrych kilku miesięcy. Rzuciłam się na łóżko. Po raz pierwszy zdałam sobie sprawę jak wiele wydarzyło w ostatnim czasie. Jeszcze kilkadziesiąt godzin wcześniej siedziałam wtulona w tors Jordiego. Teraz jestem kilkaset kilometrów od niego. Zaczęłam się zastanawiać co będzie, kiedy mój  brat wyzdrowieje. Czy będę w stanie wrócić do Hiszpanii? Czy będę w stanie kiedykolwiek skontaktować się z Albą po tym jak go zraniłam? Nie znałam odpowiedzi na te pytania, które mnie nurtowały. Wreszcie udało mi się zasnąć...

_________________
I kolejny rozdział już za nami :D
Jeszcze 3-4 rozdziały i epilog :)
Taki nudnawy, ale musiałam w końcu ich ostatecznie pogodzić...



Do następnego ;*

Każdy komentarz to motywacja, za każdy bardzo dziękuję <33

środa, 12 lutego 2014

Rozdział VII

*Veronica*

Wbiegłam do budynku i od razu skierowałam się w kierunku recepcji.

-Gdzie leży Andreas Kofler?!- krzyknęłam na recepcjonistkę
-A pani to ktoś z rodziny?- przyjrzała mi się podejrzliwie. No masz! Znalazła się taka co gazet nie czyta- przeklęłam w myślach
-Tak! Jestem jego siostrą!
-Hmmm.. a ma może pani jakiś dowód tożsamości, aby to potwierdzić?

Oczywiście, że nie miałam. Cały podręczny plecaczek, który posiadałam jeszcze w samolocie został na kanapie u Morgensterna. Sfrustrowana miałam rzucić się pięściami na kobietę, ale Thomas powiedział surowym tonem:

-Ja mogę to potwierdzić

Po oświadczeniu Morgiego nikt nie robił większych problemów i znaleźliśmy się na korytarzu biegnąc  w kierunku OIOMU. Tam zauważyłam mojego brata. Leżał na łóżku wiezionym przez lekarzy w kierunku sali operacyjnej. Rzuciłam się za nimi. Musiałam tam być, lecz pielęgniarki twierdziły co innego i nie chciały mnie wpuścić. Oczywiście ich nie słuchałam. Wyrywałam się im szarpiąc i krzycząc. Moja twarz już dawno była zalana łzami. Tak bardzo się o niego martwiłam! Poczułam silniejsze szarpniecie za ręce, a drzwi się zamknęły. Odwróciłam się gwałtownie. Spodziewałam się zobaczyć twarz Morgiego lub jakiegoś lekarza, ale nie jego.

-Gregor? Co ty tutaj robisz?- zapytałam niezbyt wyraźnie, bo gdy tylko się odezwałam zaczęłam głośno szlochać

Gregor nic nie odpowiedział. Odprowadził mnie na krzesła ustawione wzdłuż korytarza i pozwolił wypłakać. Nie mogłam się uspokoić. Martwiłam się o Andiego tak bardzo, że zapomniałam o Jordim i reszcie znajomych z Hiszpanii. Liczył się tylko mój brat.

-Będzie dobrze, na pewno- szeptał Schlieri
-Obiecujesz?- po raz pierwszy spojrzałam mu w oczy
-Obiecuję- powiedział pewnym głosem odgarniając mi włosy z twarzy i ocierając łzy. Kątem oka dostrzegłam Morgiego przyglądającego się nam z zaintrygowaniem. Nie rozumiałam o co chodzi, więc ponownie wtuliłam się w Gregora. Czułam się jak mała dziewczynka, która potrzebuje kogoś bliskiego, kto pocieszy i podniesie na duchu. Spojrzałam na Schlierenzauera. Zaczęłam się zastanawiać jak ja mogłam dopuścić do tego, że nasze kontakty tak osłabły. Zawsze był moim najlepszym przyjacielem, mogłam na niego liczyć o każdej porze dnia i nocy, a ja tak po prostu znalazłam nowych przyjaciół. Było mi wstyd. Już miałam go przepraszać, kiedy z sali operacyjnej wyszedł lekarz. Od razu poderwałam się z miejsca.

-Panie doktorze co z moim bratem?- zapytałam pośpiesznie
-Stan jest ciężki, ale stabilny. Jego życiu już nic nie zagraża. Może pani wejść do brata, ale tylko na pięć minut- powiedział lekarz. chciał chyba coś dodać, ale ja byłam już za drzwiami to sali Andreasa.

*Gregor*

Przyjechałem do szpitala, by zobaczyć co z Andim. Pierwsze co zobaczyłem to Morgenstern z dwiema kawami. Trochę mnie to zdziwiło, bo na co mu aż dwie? Wzruszyłem jednak ramionami i ruszyłem dalej. Tam ujrzałem blondynkę szarpiącą się z pielęgniarkami. Od razu ją poznałem, mimo że trochę się zmieniła. Miała piękną opaleniznę, jej włosy przybrały na długości. Podbiegłem bliżej i pomogłem nie dającym sobie z nią rady lekarkom. Drzwi na jakąś salę się zamknęły. Wtedy się obróciła. Zobaczyłem jej twarz, jej zaszklone oczy i wilgotne od łez policzki. O coś zapytała, ale ja nawet tego nie zrozumiałem. Miała mocno zniekształcony głos przez płacz. Nie wiedziałem więc co powiedzieć, toteż tylko ją przytuliłem i zaprowadziłem do krzeseł. Zacząłem ją pocieszać. Nie mogłem znieść widoku jej twarzy we łzach. Czułem wtedy ból w sercu, bo wiedziałem, ze nie mogę zrobić nic, aby poczuła się lepiej. chciała chyba coś powiedzieć, ale z sali wyszedł lekarz. Zbył ją krótkimi wzmiankami i pozwolił wejść na salę. Ruszyłem za nią:

-Tylko panienka Kofler panie Gregorze- zwrócił się do mnie. Nie chciałem wszczynać awantur w szpitalu, więc usiadłem na krześle i czekałem na Verę. Po chwili ktoś usiadł obok mnie
-A nie mówiłem?- zapytał Morgi
-O co ci chodzi?- zdziwiłem się. Nie rozmawiałem z nim od kilku miesięcy
-O to, że ją kochasz
-Miałeś rację- powiedziałem- Przepraszam cię za wtedy, nie chciałem cię urazić
-Było minęło- uśmiechnął się blado- Między nami okej?

Przytaknąłem i podaliśmy sobie ręce. Wszystko wracało do normy. Pogodziłem się z Morgim, Vera była w Austrii, tylko na Boga, czy Andi musiał się rozwalić na nartach, by do tego doszło? Wierzyłem, że już niedługo Andreas wyzdrowieje. Sprawa z Thomasem wyjaśniona, więc jedyne co mi pozostało to nie dopuścić, by Veronica wróciła do Hiszpanii.

________

Wena, wena, wena, za dużo weny xd
Bardzo Was przepraszam, za to, że tak Was męczę, ale no... mam jakieś dziwne chęci do pisania :D
Jutro (lub jeszcze dzisiaj) powinien pojawić się rozdział na moim drugim blogu, na którego serdecznie zapraszam :) http://milosc-pod-nartami.blogspot.com/



Do następnego :)

poniedziałek, 10 lutego 2014

Rozdział VI

*Jordi*

Odeszła. Tak po prostu zostawiła mnie samego. Stałem i patrzyłam, gdzie była jeszcze przed momentem. Nie mogłem uwierzyć w to co się stało. Za szybko się stało, bo nie zdążyłem nawet jej zatrzymać. Jestem idiotą- powiedziałem sam do siebie, siadając na łóżku. Jej łóżku. Ukryłem twarz w dłoniach.

-Wszystko w porządku?- usłyszałem głos Neymara
-Nie
-Wróci, na pewno wróci- zapewniła mnie Carolina siadając obok mnie
-Powiedziała, że to koniec. Odeszła. Ona już nie wróci- powiedziałem załamany

Caro patrzyła na mnie z otwartymi ustami. Do jej oczu zaczęły napływać łzy. Przez te kilka miesięcy bardzo się zżyła z Veronicą. Niemal tak bardzo jak ja. I podobnie jak ja nie może pogodzić się z jej stratą.

-Ej przestańcie się mazać, przecież ona wróci!- powiedział Ney, a ja popatrzyłem na niego rozżalony- Dobrze zrobiła wyjeżdżając
-Jesteś po jej stronie?- zapytałem zszokowany
-A co? Miała tutaj siedzieć i zamartwiać się na śmierć? Ona musi teraz wspierać brata. Kiedy wszystko z nim będzie dobrze to wróci!
-Do dlaczego powiedziała, że to koniec?
-A co miała powiedzieć? Słuchaj Jordi, ja wyjeżdżam, nie wiem kiedy wrócę, ale masz na mnie czekać? Ona w ten sposób pokazała jak bardzo cię kocha. Nie wie kiedy wróci, więc chce, byś był szczęśliwy. Nie żył jak ksiądz w jakimś zamkniętym klasztorze. Ona nie che cię ograniczać
-Czyli ona wróci?
-Jestem tego pewien!
-Trzymam cię za słowo- powiedziałem poważnie i wróciłem do siebie do domu, gdzie zacząłem topić smutki w napojach wysokoprocentowych.

*Veronica*

Godzinę później siedziałam już w samolocie. Jeszcze na lotnisku w Barcelonie zadzwoniłam do Morgiego, by wyjechał po mnie do Klagenfurtu, ponieważ na bezpośredni lot do Insbrucka musiałabym czekać 48 godzin. To zdecydowanie za dużo. Wolałam spędzić 8 godzin w samochodzie z lotniska do szpitala niż siedzieć bezczynnie, kiedy nie wiem co się dzieje z Andim.

Siedząc w samolocie starałam się nie myśleć o stanie brata, a także o tym jak potraktowałam Jordiego. Jednak na wspomnienie widoku jego smutnych oczu stałam się jeszcze bardziej przygnębiona. Szybko się otrząsnęłam. Nie myśl o tym, nie teraz- powiedziałam sobie w myślach.

Lot strasznie się dłużył. Kiedy podchodziliśmy do lądowania ujrzałam na ziemi biały puch, jak to na zimę przystało. Do samolotu wsiadałam, tak jak byłam. Spojrzałam na moje krótkie spodenki i klubową koszulkę alby.

-Po prostu zajebiście- zatknęłam

Wybiegłam jako pierwsza z samolotu i gnałam w kierunku parkingu do samochodu mojego przyjaciela. Na lotnisku wszyscy patrzyli na mnie dziwnym wzrokiem, jedni jak na idiotkę, drudzy ze współczuciem. Do tej drugiej grupy zaliczał się także Thomas, gdy tylko mnie zobaczył. Zdjął swoją kurtkę i podał ją mnie. Później wyjął koc z bagażnika i podał mi go

-Przykryj sobie nogi, bo mi zimno jak na ciebie patrzę- chciał mnie pewnie rozbawić, ale nawet on się nie roześmiał. Oboje byliśmy zbyt zestresowani
-Co z nim?- zapytałam, gdy jechaliśmy już w stronę mojego rodzinnego miasta
-Żyje, ale jest w stanie krytycznym. Cały czas pozostaje nieprzytomny- nawet zawsze uśmiechnięty Morgenstern uronił łzę, On również się o niego martwił, w końcu to jego przyjaciel.

Resztę drogi przebyliśmy w milczeniu, co w normalnych okolicznościach byłoby nie do pomyślenia. Zawsze rozpierała nas energia. Odezwałam się dopiero wtedy, gdy Thomas minął szpital

-Gdzie ty jedziesz?!
-Do domu. Musisz się przebrać, coś zjeść i odpocząć!
-Nie chcę! Chcę jechać do Andiego!
-A później umrzeć na zapalenie płuc- wywrócił oczami Morgi parkując pod domem- Przebierz się w coś ciepłego, ja zrobię ci kilka kanapek i do niego pojedziemy- zadecydował. Nie miałam siły z nim dyskutować. Zresztą miał rację. Jak miałabym być przy Andreasie leżąc chora w łóżku? Przebrałam się więc w pierwsze lepsze cieplejsze ubrania i po pięciu minutach byliśmy w drodze do szpitala.

______
Tak, tak, dzisiaj krócej, bo podzieliłam rozdział na dwie części
Tak się rozpędziłam, że niedługo koniec xdd
Ten rozdział dedykuję osobie, która bardzo mnie motywuje. Jej każdy komentarz daje mi takiego kopa, że od razu siadam i piszę :)
Justyna, dziękuję <33
Do następnego :))




KAMIL NASZ ZŁOTY MISTRZU <33


sobota, 8 lutego 2014

Rozdział V

*Veronica*

Od pięciu miesięcy byłam w szczęśliwym związku z Jordim. Na samym początku strasznie się tego bałam. Przecież nie znaliśmy się zbyt dobrze. Okazało się, ze moje obawy były bezpodstawne. Bardzo szybko poznaliśmy się na wylot i zaczęliśmy od siebie uzależniać. Zaraziłam go miłością do skoków, on pokazał mi piękno piłki nożnej. Chodziłam na każdy mecz Blaugrany, kibicowałam mu całym sercem. Spędzaliśmy razem każdą wolną chwilę. Często spotykaliśmy się w szerszym gronie. Najczęściej dołączał do nas Neymar i Carolina.

Tak było również tamtego dnia. Siedzieliśmy w salonie u Jordiego i oglądaliśmy Turniej Czterech Skoczni w Innsbrucku na jednym za austriackich kanałów. Chociaż oglądaliśmy to pojęcie względne. Tylko ja z zapartym tchem śledziłam to co dzieje się na ekranie. Pozostali rozmawiali o zbliżającym się meczu Barcelony. Trudno się dziwić i tak nic nie rozumieli po niemiecku, a żadne hiszpańskie media nie transmitowały tego sportu. Kiedy na belce usiadł Gregor poczułam się nieswojo. Nasze stosunki zdecydowanie osłabły. Przez te pięć miesięcy rozmawiałam z nim góra dwa razy. Chociaż to i tak nie była rozmowa, a raczej suche dialogi, które nie niosły za sobą nic ciekawego. Zachowywaliśmy się wobec siebie jak obcy ludzie. Nie rozumiałam jego zachowania. Morgi również nie potrafił tego wytłumaczyć, bo z tego co mi mówił od dawna jest z nim skłócony.Nie powiedział czemu, jedyne co wyjawił to tylko to, że Schlieri izoluje się od wszystkich oprócz Wolfganga. Dziwne. Wszyscy mają swoje sekrety- mruknęłam pod nosem.

-A ty co o tym myślisz Vera?- spytał Jordi przytulając mnie do siebie
-Wybacz skarbie, ale nawet was nie słuchałam- powiedziałam
-No tak, byłaś w swoim świecie- odparł uśmiechając się szeroko, po czym pocałował mnie w usta
-Ogarnijcie się, ja tu jem- odparł skrzywiony Ney udając odruchy wymiotne
-Jak pies je to nie szczeka, bo mu miska ucieka- zwrócił się do niego mój chłopak

Neymar nic nie odpowiedział, bo znalazł sobie ciekawsze zajęcie- zaczął rzucać popcornem w Abę. Ten mierzył go wzrokiem. Po jego wyrazie twarzy widziałam, że planuje zemstę. Zaczęli się kłócić, ale ja się im nie przysłuchiwałam, bo nadszedł czas na skok Andreasa.

-Przymknijcie się na chwilę!- wrzasnęłam

Oboje mnie posłuchali i zaczęli oglądać skok mojego brata. Wszystko działo się szybko. Andi źle wyszedł z progu, w dodatku uderzył w niego silny podmuch wiatru. Efekt był taki, że przekoziołkował kilka razy w powietrzu i huknął o ziemię. Wszystko ucichło. Ostatnie co pamiętam to potrząsający mnie za ramiona Jordi. Później straciłam przytomność.

***

Ocknę lam się kilka sekund później. Nade mną pochylał się Jordi, trzymając w ręku szklankę wody. Odtrąciłam go i szybko się podniosłam, co spotkało się z mocnymi zawrotami głowy, jednak je zignorowałam. Szybko pognałam do mojego domu. Daleko nie miałam, bo Jordi kupił dom naprzeciwko mojego i Caroline. Zatrzasnęłam drzwi i osunęłam się na podłogę. Skryłam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać. Oczywiście nie musiałam długo czekać, bo już po kilku sekundach usłyszałam uderzanie w drzwi. Upewniając się, że są zamknięte poszłam na górę pakować walizę. Musiałam wracać do domu. Nie potrafiłam zostać. Nie w chwili, gdy nie wiedziałam co się dzieje z moim bratem. Usłyszałam szczęk przekręcanych kluczy w zamku. Cholera. Przecież Caroline ma klucze- zaczęłam mamrotać pod nosem.

-Kochanie, wszystko będzie dobrze, na pewno- zapewniał mnie Jordi przytulając mocno do siebie. Zerknął na moje łóżko- Jedziesz do Austrii- nie pytał. Od razu wiedział
-Nie.. nie.. nie potrafię inaczej. Zrozum to mój brat- szlochałam
-Spokojnie, rozumiem. Wszystko będzie dobrze, a już niedługo wrócisz

Odsunęłam się od niego. Spojrzałam w okno, nie mogłam tego powiedzieć patrząc mu w oczy.

-Jordi, ja nie wiem czy wrócę
-Co?
-Nie wiem czy wrócę- powtórzyłam głośniej- Teraz Andi jest najważniejszy
-A co z nami?- spojrzał na mnie. Widać było, że go ranię i wiedziałam, że go dobiję, ale nie mogłam go oszukiwać
-To koniec Jordi. Ja..mój brat... on jest dla mnie najważniejszy- powiedziałam i chwytając walizkę wybiegłam z pokoju...

_______________
Zuzia mnie za to zabije nananan :D
Rozdzialik z dedykacją dla Mii, która mi doradzała <33
Do następnego :**

czwartek, 23 stycznia 2014

Rozdział IV

*Włącz przed przeczytaniem*

*Gregor*

Byłem sam w domu. Słuchając radia trzymałem jedną ze sportowych gazet. Na okładce zdjęcie Very całującej tego pożal się boże piłkarzyka. Jeszcze ten nagłówek: "Nowa dziewczyna piłkarza Barcelony" Brrr...Cisnąłem magazynem o ziemię i ukryłem twarz w dłoniach. Poczułem wściekłość, na niego, na nią, a przede wszystkim na siebie. Bo zorientowałem się, że Morgi miał rację. Od dawna czułem coś do Veroniki, coś więcej niż przyjaźń. Zrozumiałem to jednak za późno. Tekst lecący z radia idealnie to opisywał:



Well you only need the light when it's burning low
Only miss the sun when it starts to snow
Only know you love her when you let her go
Only know you've been high when you're feeling low
Only hate the road when you're missing home
Only know you love her when you let her go
And you let her go *



Nie miałem nawet komu się zwierzyć. Andreas i tak się przejmuje, bo 'jak to jego malutka siostrzyczka ma chłopaka', a Morgi? Nie odzywa się do mnie, bo tym jak wypomniałem mu rozstanie z Kristiną, chyba się na mnie obraził. Postanowiłem przedzwonić do Wolfganga. Przynajmniej on jeden nie biadolił i marudził, tylko zjawił się u mnie w domu.

-No to mów stary co ci leży na sercu- powiedział
-Tylko nie stary! Nie zapominaj, że jestem młodszy!- oponowałem, a on przewrócił oczami jakby chciał powiedzieć, że to nie ma znaczenia
-Mówisz, czy mam sobie iść?
-Mówię, mówię. A raczej pokazuję- podniosłem ziemi gazetę i podałem Loitzlowi. Ten zamiast mnie pocieszyć wybuchnął donośnym śmiechem- Przywalić ci?- zapytałem rozzłoszczony-  Ja tu mam poważny problem, a ty się śmiejesz
-Ty chyba nie uwierzyłeś w te bzdury?- popatrzył na mnie, a byłem zdezorientowany. Widząc moją minę roześmiał się jeszcze głośniej- Przecież te szmatławce wymyślą wszystko, byleby sprzedać jak największy nakład. Oj Gregor, Gregor- pokręcił głową z rezygnacją
-A co ze zdjęciem? Fotomontaż?
-Możliwe- wzruszył ramionami Wolfi
-nie jestem co do tego przekonany
-Oj Schlieri, rozumiem, że to twoja przyjaciółka, ale naprawdę przesadzasz. Nawet jeśli to prawda, to co to zmienia? Chyba najważniejsze, by była szczęśliwa
-Ty nie rozumiesz. Nikt nie rozumie- zawołałem rozżalony
-Chyba wiem o co chodzi. Kochasz ją?

Popatrzyłem na niego zdziwiony. Skąd on wie?- przez moją głowę przebiegło tysiące myśli- Czyżby wszyscy wiedzieli? Czyli ja zawszę muszę o wszystkim dowiadywać się ostatni. Nawet o własnych uczuciach- pomyślałem z goryczą

-Kochasz, czy nie?
-Chyba, nie wiem. Chyba tak- spuściłem wzrok
-To co ty tu jeszcze robisz?- wrzasnął Loitzl tak głośno, że aż podskoczyłem
-Jak to co? Mieszkam, żyję, oddycham- zacząłem wymieniać, a Wolfgang popatrzył na mnie jak na idiotę
-To może inaczej: Czemu ty jeszcze za nią nie pojechałeś?!
-A powinienem? Sam mówiłeś, że powinna być szczęśliwa
-Ja tak mówiłem?- zdziwił się
-Z kim ja się zadaję?- westchnąłem tak cicho, by nie mógł mnie usłyszeć- To co mam zrobić?
-Pakuj się i lecimy do Hiszpanii!
-Nie będzie zadowolona, ledwo wyjechała, a my...
-Chcesz ją odzyskać czy nie?

Nad odpowiedzią zacząłem się zastanawiać. Odkąd odkryłem co czuję do Very niczego bardziej nie pragnąłem jak tego, by mieć ją przy sobie. Z drugiej jednak strony byłem świadomy tego, że ona nie czuje tego samego co ja. A moje wyznanie mogło dożywotnio przekreślić naszą długoletnią przyjaźń. A tego nie chcę.

-Nie. To znaczy tak. Chcę ją odzyskać, ale nie mogę. Po prostu nie mogę.- odpowiedziałem

Wolfgang nie dopytywał o szczegóły . Posiedzieliśmy, pożartowaliśmy. Ja jednak cały czas czułem się zagubiony. Nie wiedziałem co zrobić. Postanowiłem odczekać. Może niedługo sama wróci...

_____________
Tam dam dam :D
Wiem, że krótki, ale nie chciałam ciągnąć go na siłę. W sumie to mi się nie podoba, ale szczegół...
To rozdzialik dla mojej motywatorki, bo tylko dzięki niej rozdział pojawił się dzisiaj :D (pamiętaj, numer jest mój ;)) Dziękujcie (lub składajcie zażalenia) Karolinie :D

Zapraszam na mojego drugiego bloga (tam też niedługo powinien pojawić się rozdział :))

http://milosc-pod-nartami.blogspot.com/


*tłumaczenie fragmentu:

Cóż, potrzebujesz światła tylko wtedy kiedy robi się ciemno
Tęsknisz za słońcem tylko wtedy kiedy zaczyna padać śnieg
Pojmujesz, że ją kochasz, kiedy pozwolisz jej odejść
Zauważasz, że byłeś szczęśliwy tylko wtedy, gdy ogarnia cię smutek,
Nienawidzisz drogi tylko wtedy, kiedy tęsknisz za domem
Pojmujesz, że ją kochasz, kiedy pozwolisz jej odejść
I pozwalasz jej odejść.




CZYTASZ+ KOMENTUJESZ= MOTYWUJESZ= SZYBCIEJ DODAJĘ ROZDZIAŁ


piątek, 10 stycznia 2014

Rozdział III

*Veronica*

Przekroczyłam szybko próg, oparłam się o drzwi i próbowałam uspokoić motylki w moim brzuchu. Uśmiechałam się na samą myśl o Jordim. Ruszyłam rozpromieniona do pokoju, rozłożyłam dwa materace- jeden dla siebie, drugi dla Caroline. Meble miały zostać przywiezione następnego ranka. Już miałam iść spać, kiedy przypomniałam sobie o numerze do piłkarza. Wystukałam szybkie  Dobranoc ;* V. i odpłynęłam w krainę Morfeusza.

***

Obudziłam się bardzo wcześnie. Zobaczyłam jednak powiadomienie, że otrzymałam nową wiadomość. Jordi. Uśmiechnęłam się pod nosem i odczytałam wiadomość:

Mam nadzieję, że spotkanie nadal aktualne? Pasuje Ci 11?

Odpisałam twierdzącą wiadomość i ruszyłam się nieco ogarnąć. Przynajmniej łazienka wykończona- mruknęłam sama do siebie. Zaraz potem zorientowałam się jak głupi błąd popełniłam wysyłając tego SMS. Zaczęłam przeklinać pod nosem

-Wszystko w porządku?- zapytała zaspana Caro
-Taa
-Widzę, że nie. O co chodzi?
-Umówiłam się z Jordim- przygryzłam wargę, a Caroline zaczęła piszczeć
-Gratuluję- przytuliła mnie- Będziecie do siebie pasować-zaczęła kręcić się w kółko. Zatrzymała się na moment i spojrzała w moją stronę- Mogę być druhną, prawda?- zapytała z powagą, lecz po chwili obydwie wybuchnęłyśmy śmiechem
-Oczywiście, o ile nie wścieknie się, że muszę odwołać spotkanie
-CO?! Nie możesz tego zrobić
-Muszę, dzisiaj mają przyjechać wykańczać, a ktoś przy tym musi być
-A ja to co? Pies?
-Nie będę przecież cię wykorzystywać
-Jakie wykorzystywać! Jestem ci coś winna. Poza tym, będę miała wyrzuty sumienia, jeśli nie spotkasz się z Albą. W zamian możesz mi załatwić jego autograf- uśmiechnęła się od ucha do ucha
-Masz to jak w banku- przytuliłam ją i ruszyłyśmy szykować mnie na randkę

***

Po dwóch godzinach byłam już gotowa. Kilka minut przed wyznaczoną godziną byłam już w uroczej kawiarni. Kilka minut później pojawił się również Jordi. Ucieszył się jak mnie zobaczył, jednak po oczach widziałam, że coś go dręczy. Długo rozmawialiśmy, żartowaliśmy, cieszyliśmy się swoim towarzystwem, jednak nie wytrzymałam:

-Jordi, co cię trapi?
-Nic- próbował się wymigać
-Widzę, że coś jest na rzeczy. Powiedz
-Jesteś siostrą Koflera!
-Tak- powiedziałam to zwyczajnym tonem, co go zdziwiło
-Dlaczego wczoraj nic nie mówiłaś?
-Bo nie pytałeś- wzruszyłam ramionami. Piłkarz wyraźnie się rozpromienił, ja również się uśmiechnęłam, ale później coś mnie zaniepokoiło- Skąd wiedziałeś, że jestem siostrą Andreasa, skoro ci tego nie mówiłam?
-No ten... jakby ci to powiedzieć...- zastanawiał się
-Jak najprościej-odparłam nieco zniecierpliwiona. On nic  nie odpowiedział, wyjął tylko gazetę. Na pierwszej stronie widniał wielki nagłówek: "Jordi Alba ma dziewczynę! Jego wybranką jest Veronica Kofler!" Zaczęłam zagłębiać się w tekst. Było tam trochę o Jordim i jego byłej dziewczynie, kilka informacji o mnie i o moim bracie. Oczywiście artykuł był opatrzony w odpowiednią fotografię, czyli to jak całuję piłkarza w policzek na pożegnanie. Zrobiło mi się słabo.

-Veronica, wszystko w porządku?- zapytał zaniepokojony Jordi
-Tak, chyba tak
-Lepiej jednak, gdybyśmy znaleźli się na świeżym powietrzu- stwierdził. Zapłacił za kawę, mimo moich protestów, że mogę sama za siebie płacić i wyszliśmy. Bałam się chodzić po Barcelonie. Czułam na sobie wścibski wzrok przechodniów, a także drepczących nam po piętach fotoreporterów. Alba najwyraźniej też nie czuł się zbyt dobrze, bo znaleźliśmy się w jego domu. Tam zaczęliśmy przygotowywać wspólnie obiad. Skończyło się zamówioną pizzą, bo Jordi, podobnie jak ja, potrafi przypalić wodę na herbatę. Przez cały ten czas ignorowałam telefony zarówno od Gregora jak i Morgiego, a nawet Andiego. Dopiero jak wyświetlił się numer Pointnera, trenera Austriaków postanowiłam odebrać:

-Słucham- zaśmiałam się do słuchawki, widząc Jordiego próbującego, bez większych efektów, obrać owoce na sałatkę
~Veronica, wszystko w porządku?- zapytał poważnym tonem
-Tak jest proszę pana- zasalutowałam
~Dobrze wiesz jak nie lubię, gdy mówisz mnie na 'pan'- rozluźnił się
-Coś nie tak Alex?
~Nie, czemu pytasz?
-Bo dzwonisz i mówisz takim poważnym tonem...
~Chłopaki nie chcą trenować. Nie odbierasz od nich telefonu, martwią się o ciebie
-Przekaż im, że u mnie wszystko w porządku- powiedziałam i wybuchnęłam śmiechem, bo Alba, któremu najwyraźniej znudziło się przygotowanie podwieczorku zaczął mnie łaskotać
~Wszystko dobrze? Dziwnie się zachowujesz...
-Wszystko okej- powiedziałam pośpiesznie uciekając równocześnie przed Albą- Muszę kończyć Alex. Powiedz chłopakom, że zadzwonię wieczorem!- zatrzymałam się- Powiedz też, że bardzo za nimi tęsknię- w moich oczach zaczęły pojawiać się łzy, na wspomnienie roześmianych twarzy chłopaków. Do tej pory starałam się to zagłuszyć, ale prawda była inna. Bardzo mi ich brakowało
~Przekażę, przekażę. Trzymaj się Vera.- powiedział i odłożył słuchawkę

-Wszystko w porządku?- zapytał troskliwym głosem  Jordi, widząc spływające po moim policzku łzy
-Tak.
-Na pewno?- zapytał nie dowierzając. Usiedliśmy na kanapie w salonie
-Po prostu tęsknię za domem. Za Austrią. Za bratem, przyjaciółmi i...- głos mi się załamał. Popłakałam się jak mała dziewczynka. Zawsze myślałam, że jestem twarda. To była tylko maska skrywająca dziewczynę, która nie wie co ze sobą zrobić.
-Ciii, już dobrze- pocieszał mnie piłkarz. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Nasze twarze przysunęły się do siebie. Czułam motylki w brzuchu. Po chwili nasze usta połączyły się w pocałunku.

*Gregor*
Oczami Gregora w następnym rozdziale :D

_______________
Nie wcale nie piszę rozdziałów po nocach tylko dlatego, że za dnia nie chce mi się do nich pisać ;-;
Taki płytki ten rozdział, ale nic lepszego nie wymyślę ehhh
Szczególnie teraz ;_;

WRACAJ DO ZDROWIA THOMAS <3


Do następnego, buziaczki :*

niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział II

*Veronica*

Zajęłyśmy miejsca z Caroline i oczekiwałyśmy wejścia piłkarzy na murawę. W międzyczasie dużo rozmawiałyśmy. Dowiedziałam się, że jej rodzice zginęli w wypadku i musiała sprzedać dom, by pokryć ich długi. Została bez dachu nad głową. Zrobiło mi się jej żal. Postanowiłam, że pozwolę jej ze mną zamieszkać do czasu, kiedy nie znajdzie sobie czegoś nowego. Zresztą polubiłam ją. Wreszcie wyszli piłkarze obu drużyn. Kojarzyłam tylko jednego z nich. Ronaldo, czy jak mu tam. Przyjrzałam się całej jedenastce w bordowo- granatowych koszulkach. Na widok niektórych zapierało dech w piersiach, ale ja, jak to ja miłości nie szukałam. Mecz się rozpoczął. Mój wzrok powędrował na gracza z numerem 18 na koszulce. To ten sam, który dał mi bilety. Rozglądał się po trybunach. Gdy spojrzał w naszą stronę szeroko się uśmiechnął. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Nie trwało to długo, musiał powrócić do gry. W końcu wpadła pierwsza bramka, niestety dla drużyny przeciwnej. Takim rezultatem zakończyła się pierwsza połowa. Widziałam jego smutny wzrok. Rozejrzałam się po stadionie. Tutejsi kibice wciąż wierzyli w sukces gospodarzy. Gdy wyszli ponownie na boisko, gra całkowicie się zmieniła. Już 56 minucie wyrównał piłkarz z numerem 11 na plecach. Neymar Jr. Hmmm.. Nawet przystojny- pomyślałam

-Kto to jest?- zapytałam Caroline próbując przekrzyczeć wiwatujący tłum
-Neymar, jeden z najlepszych piłkarzy świata

Pokiwałam tylko głową. Zauważyłam, że o kogo bym nie spytała, dla niej piłkarz Barcelony będzie najlepszy. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Dalej oglądałyśmy w milczeniu. Chociaż milczenie to pojęcie względne. Caroline kibicowała całym sercem. Na zegarze pojawiła się 89 minuta. Kibice tutejszej drużyny nadal wierzyli na zwycięstwo. Ja, mimo że od 15 minut grałam w Angry Birds na telefonie stwierdziłam ,że w minutę nie może się nic zmienić. Pomyliłam się. Piłka trafiła pod nogi Jordiego. Ten nie zastanawiając się długo przebiegł przez całe boisko i oddał strzał na bramkę. Trafił. Strzelił gola. Skakałam razem z wszystkimi kibicami Barcelony, cieszyłam się razem z nimi, chociaż nie wiem czemu. Caroline spojrzała na mnie z zaintrygowaniem

-Cieszysz się niczym prawdziwa Cule. Jestem z ciebie dumna- powiedziała
-Przepraszam, kto?- zapytałam zdezorientowana. Ona tylko zaśmiała się serdecznie i wskazała ręką na kibiców. Zrozumiałam. Wszyscy kibice są jedną wielką rodziną. Cules.- Skąd się wzięła ta nazwa? Trochę dziwna...
-Długa historia, kiedyś ci ją opowiem. A teraz patrzmy dalej, bo sędzia doliczył dodatkowe 3 minuty

Wynik się jednak nie zmienił. Caroline ruszyła w stronę wyjścia, ja jednak pozostałam na miejscu. Podeszłam do niej, wręczyłam klucze i powiedziałam, że niebawem wrócę. Nie pytała czemu. Oddaliła się, a ja siedziałam dalej. Mijały kolejne minuty. Stadion opustoszał. Panowała dziwna cisza. Rozkoszowałam się nią. Nawet nie wiem kiedy obok mnie zjawił się Jordi. Chwilę patrzyliśmy sobie w oczy nic nie mówiąc.

-Nie sądziłem, że poczekasz- przerwał ciszę spuszczając wzrok
-Mam sobie iść?- zapytałam zdezorientowana
-Nie- uśmiechnął się delikatnie- Cieszę się, że jesteś. To na co masz ochotę? Kawa? Kolacja?
-Właściwie to mam niewiele czasu- odpowiedziałam, a Jordi posmutniał. Spojrzałam na telefon. Wskazywał godzinę 20.30- Caroline będzie się martwić...
-Caroline to ta druga?-okiwałam głową- Właśnie, nie przedstawiłem się. Jordi jestem.
-Veronica- uśmiechnęłam się
-Miło mi- uścisnął mnie. Zesztywniałam, by po chwili odwzajemnić uścisk
-Wiesz co? Może jednak skuszę się na tą kolację. Jestem ci coś winna za te bilety. Pozwoliłeś mi spełnić jej marzenia
-Nie ma za co. Co jak co, ale Barcelona ma najlepsze fanki na świecie- zaśmiał się
-Nie wiem. Osobiście znam tylko Caro. Sama do dnia dzisiejszego nie wiedziałam nawet, że istnieje taki klub- dobra, z tym przesadziłam, bo nie raz chłopaki często rozmawiali o piłce nożnej, jednak ja w tym czasie się wyłączałam
-Naprawdę?- zadziwił się- To w takim razie musisz wszystko nadrobić! Zmiana planów. Oprowadzę cię po tym Świętym Miejscu. Camp Nou- wyszczerzył się i ruszyliśmy zwiedzać stadion.

Po godzinie zwiedzania usiedliśmy na murawie. Było wspaniale. Dobrze czułam się w towarzystwie Jordiego. To wspaniały mężczyzna, zabawny, nieco nieśmiały i do tego uroczy. Poczułam wibrację telefonu. Gregor. Odrzuciłam połączenie, niech się trochę pomartwi. Jednak jego połączenie przypomniało mi o Caroline.

-Jordi dziękuję ci za wszystko. Począwszy od  biletów, skończywszy na wspaniałym wieczorze. Jednak muszę się się zbierać
-Nie ma za co- uśmiechnął się szeroko- mogę cię jeszcze odprowadzić? Już dosyć ciemno, może być dosyć niebezpiecznie- zaoferował
-Czemu nie- uśmiechnęłam się delikatnie

Ruszyliśmy w kierunku mojego nowego domu. Śmialiśmy się cały czas, żartowaliśmy. Czułam się bardzo swobodnie. Nawet nie wiem kiedy dotarliśmy na miejsce.

-To tutaj- powiedziałam- Jeszcze raz za wszystko dziękuję
-A ja po raz kolejny mówię, że nie ma za co- po raz setny się uśmiechnął
-Jest, jest- powiedziałam pod nosem- Będę szła. Jordi?
-Tak?
-Widzimy się jutro?- zapytałam zanim zdążyłam ugryźć się w język
-Z przyjemnością. Masz mój numer- podał karteczkę, podobną do tej, którą wręczył mi przed meczem- Napisz jak będziesz miała chwilę, ja zawsze znajdę czas

Schowałam numer do torebki. I co teraz?- pytałam się w myślach. Podeszłam do niego, cmoknęłam w policzek i zniknęłam za drzwiami zanim zdążył zareagować.

______________
Ten rozdział miał być dłuższy, ale podzieliłam go na dwie części :)
Nie podoba mi się ten rozdział, taki nudnawy ;-;
W ramach przeprosin za rozdział łapcie Morgiego na Camp Nou <3
Do następnego ;**



CZYTASZ+KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ=SZYBCIEJ DODAJĘ ROZDZIAŁY