Chociaż na początku wydawało się, że doprowadzenie mieszkania skoczka będzie trudnym i bardzo długim zadaniem uwinęliśmy się stosunkowo szybko. Już po trzech godzinach dom lśnił czystością, a ponieważ było wcześnie postanowiłam wpaść z wizytą do niczego nieświadomego brata. Chwyciłam kurtkę pocałowałam Gregora w policzek i ruszyłam w stronę wyjścia
-Wychodzisz?- zapytał zdziwiony skoczek
-Tak- uśmiechnęłam się szeroko- Trzeba dać Andreasowi znak życia
-Iść z tobą?- zapytał obejmując mnie
-Nie. To znaczy nie musisz
-Wrócisz do mnie na noc?- spuścił głowę speszony
-Nie wiem, czy Andi mnie puści, ale postaram się- pocałowałam go jeszcze raz i wyszłam, jednak po chwili się wróciłam- Chodź
-Gdzie?
-Chcę, by Andreas poznał mojego chłopaka- puściłam mu oczko
Gregor nic mi nie odpowiedział. Uśmiechnął się tylko szeroko założył kurtkę i razem pojechaliśmy do domu mojego brata.
***
-Jesteś pewna, że to dobry pomysł?- zapytał mnie po raz setny Schlierenzauer powstrzymując mnie przed zapukaniem do drzwi
-Ty serio się go boisz?-zapytałam nieco poirytowana jego zachowaniem- A może ty po prostu nie myślisz o nas na poważnie, co? Może ty...- nie dokończyłam, bo zamknął mi usta pocałunkiem. Trwaliśmy w nim chwilę i pewnie trwał by jeszcze dłużej, gdyby w tym momencie nie odtworzyły się drzwi, w których stał Andreas. Wyraz jego twarzy zmieniał się w każdym ułamku sekundy. Od zdezorientowania, przez nieco gniewne spojrzenia skierowane w stronę Gregora. Skończyło się na szerokim uśmiechu. Od razu bardzo mocno mnie przytulił.
-Co ty tutaj robisz?- zapytał nadal się uśmiechając, jednak zanim zdążyłam odpowiedzieć spoważniał i zaczął swoje kazanie- Dlaczego nie dawałaś żadnego znaku życia? Dlaczego wyjechałaś tak nagle? Ty wiesz jak ja się martwiłem? Czy ty w ogóle...- przestałam go słuchać i wybuchnęłam głośnym śmiechem
-Oj Andi, Andi. Może mnie po prostu wpuścisz do środka, hmm?
-Ja nie skończyłem- pogroził mi palcem, a ja rozbawiona przekroczyłam próg domu. Weszłam do salonu i rozsiadłam się przed telewizorem.
***
Spędziliśmy miły wieczór, bawiąc się znakomicie. Czułam się jak za starych dobrych czasów. Jakbym nigdy nie opuszczała Austrii. Siedzieliśmy w trójkę oglądając film. Chociaż oglądając to pojęcie względne. Gregora zmorzył sen już po pięciu minutach akcji, a mój brat grał w jakąś durną grę, jednak czułam na sobie jego wzrok. W końcu nie wytrzymał, odłożył go i zaczął mi się przyglądać zbierając myśli.
-Czemu się tak na mnie dziwnie patrzysz?- zaśmiałam się
-Czemu wróciłaś? Nie, żebym się nie cieszył, bo bardzo się cieszę, ale...
-Ale zastanawia cię co skłoniło mnie do powrotu?- zapytałam uśmiechając się pod nosem
Andreas przytaknął. Tym razem to ja próbowałam pozbierać myśli i dobrać odpowiednio słowa. Nie wiedziałam co powiedzieć mojemu bratu. Nerwowo założyłam włosy za ucho i odruchowo spojrzałam na Gregora
-Chyba wiem o co chodzi- powiedział Andi drapiąc się po głowie- I co mi pozostało? Chyba tylko życzyć ci szczęścia. A właściwie wam- uśmiechnął się szeroko
-To ty nie jesteś zły?-zapytałam zszokowana
-Jak mogę być zły? Jesteś szczęśliwa?
-Chyba.. chyba tak
-To czemu mam być zły? Mnie tylko zależy byś sobie ułożyła życie- po raz kolejny jego kąciki ust delikatnie się uniosły- Ale z Gregorem i tak sobie porozmawiam, nie bój się- powiedział poważniejszym tonem, ale zaraz potem wybuchnął donośnym śmiechem i objął mnie ramieniem. Jego wybuch obudził jednak Schlierenzauera:
-Można ciszej? Ja tu śpię- wymamrotał
-Jesteś pewna, że go chcesz?- zapytał Andreas nadal głośno się śmiejąc
-W stu procentach- odpowiedziałam i pocałowałam mojego chłopaka w policzek
*Gregor*
Obudziłem się na kanapie u Koflerów. Veronica spała w fotelu. Nigdzie nie widziałem Andreasa, za to słyszało go chyba całe miasto. Krzątał się po kuchni śpiewając przy tym piosenki z lat osiemdziesiątych. A przynajmniej tak mi się wydawało. Chwyciłem telefon i na palcach zakradłem się do kuchni włączając uprzednio nagrywanie. To co tam zobaczyłem przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Andi, ubrany w różowy fartuszek śpiewał do łyżki tańcząc przy tym jak tancerze Lady Gagi. Ledwo powstrzymywałem śmiech uwieczniając to na pamięci telefonu.
-Andi, dobrze się czujesz?- zapytałem, chowając telefon do kieszeni. Andreas popatrzył na mnie przerażony
-Emm... taaak. Yyy..ja tańczę taniec, by wywołać deszcz, bo... bo dawno nie padało- tłumaczył się
Spojrzałem na okno, po którym spływały krople deszczu. Na dworze była ulewa utrzymująca się od kilkunastu godzin. Wzrok gospodarza podążył za moim
-A nie mówiłem, że zadziała?- zapytał Kofler prężąc pierś z dumą
Pokręciłem głową i nie zwracając uwagi na śledzącego mnie wzrokiem przyjaciela podszedłem do lodówki wyciągając z niej jogurt. Nie wiem nawet kiedy Andreas zjawił się obok mnie.
-Tylko spróbuj ją zranić, a utnę ci łeb- wysyczał przez zaciśnięte zęby spoglądając równocześnie na nóż
-Ale... ale o czym ty mówisz?- zapytałem nieco przestraszony
-Masz uważać na moją siostrzyczkę, jasne?
-Taa...taaak..
-No! Bo jak dowiem się, że ją skrzywdziłeś...
-Nie skrzywdzę jej. Kocham ją. Najmocniej na świecie- przerwałem mu jego groźbę
-Mam nadzieję- powiedział, po czym poszedł do siebie do pokoju...
____________________
I.... powracam :D
Planowałam dodać to już miesiąc temu, ale nie mogłam dokończyć tego rozdziału,a do tego "nauka" do egzaminów :(
Taki trochę nudny i średnio mi się podoba. Bywały lepsze, ale chyba najgorszy nie jest? Zresztą, nie mnie to oceniać, tylko Wam :)
Wiem, wiem: KRÓTKI. Ale to dlatego, że nie chciałam zbyt go wydłużać....
Przepraszam, że musiałyście tyle na niego czekać, ale egzaminy i te sprawy. Teraz tylko nauka do konkursu o Hiszpanii i poprawa ocen :/ Jednak obiecuję, że nowy rozdział pojawi się szybciej! :D
Pozdrawiam, Weronika :D




















